Z przygodą na ty Strona Główna



Z przygodą na ty

Forum Miłośników Przygody im. Pana Samochodzika

• FAQ • Dane_osobowe • Szukaj • Użytkownicy • Grupy
• Rejestracja • Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Czesio1
2016-09-29, 20:19
Relacja z III Tatrzańskiego Mini-Zlotu Tatry 2014
Autor Wiadomość
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-11, 20:11   Relacja z III Tatrzańskiego Mini-Zlotu Tatry 2014

Minęły już ponad trzy miesiące od naszej tegorocznej tatrzańskiej przygody. Czas najwyższy podzielić się wrażeniami z lipcowego spotkania.

III TATRZAŃSKI MINI-ZLOT
TATRY 2014

20-23 lipca 2014 roku
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5706
Wysłany: 2014-11-11, 20:14   

ROZDZIAŁ 1 - TomaszK


Dla mnie zlot zaczął się dość wcześnie, bo byłem w Kościelisku już w niedzielę koło południa.


Domek TomaszKa w Kościelisku
fot. Konfiturek


Domek TomaszKa w Kościelisku
fot. Konfiturek

Po kilku godzinach dojechali pozostali uczestnicy – Czesio z Agnieszką, a w drugim samochodzie johny z Anią, Konfiturek i Renata. Z okazji niedalekich urodzin, dostałem od nich wspaniały prezent – kryształową czaszkę napełnioną tajemniczym płynem, którą przedstawiono mi jako Nikodema Plutę, z poleceniem odtworzenia jego wizerunku.


Nikodem Pluta - urodzinowy prezent dla TomaszKa
od Zlotowiczów

fot. Czesio1

Wizerunku jak na razie nie odtworzyłem, czaszka stoi u mnie pracy na honorowym miejscu, budząc zainteresowanie kolegów.
Zlot Tatrzański, jak co roku rozpoczął się od podziwiania gór z bezpiecznej odległości i grilla.



Tatry - widok sprzed domku TomaszKa
fot. johny


Giewont - może skoczymy tam jeszcze dziś?
fot. Czesio1


Konfiturek w akcji, kiełbaski już skwierczą
fot. johny

Ponieważ kiełbasek jak się okazało było trochę za mało, sięgnąłem do starych zapasów i z dna zamrażarki wyciągnąłem specjały kupione równo rok temu, z okazji poprzedniego zlotu. Jedzenie okazało się smaczne, dowodząc z jednej strony skuteczności głębokiego mrożenia w opakowaniach próżniowych, a z drugiej - że nic w przyrodzie się nie marnuje.
Czesio zaproponował żebyśmy nagrali razem pierwszy rozdział „Niesamowitego Dworu” z podziałem na głosy. Nasze zlotowe gracje z niedowierzaniem patrzyły, jak czterech dorosłych facetów czyta z zapałem książkę dla młodzieży.



Ekipa tatrzańska III w trakcie nagrywania rozdziału
"Niesamowitego dworu"

fot. johny

Nazajutrz po śniadaniu, wyruszyliśmy w pierwszy zlotowy szlak – do Doliny Strążyskiej. Nie było to może zbyt duże wyzwanie, chociaż Czesio co jakiś czas rzucał propozycję, że może by przedłużyć trasę i wejść na Giewont. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że tłumów nie było.


Ekipa tatrzańska III w Dolinie Strążyskiej
fot. johny

ale z czasem robił się coraz większy tłok, a kiedy wracaliśmy, musieliśmy już lawirować w tłumie idącej w przeciwnym kierunku młodzieży szkolnej. Może też mieli jakiś zlot. Wodospad Siklawica jak zwykle okazał się piękny, zrobiliśmy sobie przy nim sesję fotograficzną.


Wodospad Siklawica
fot. Czesio1


Wodospad Siklawica
fot. Czesio1


Rzut okiem w dół z połowy wysokości Siklawicy
fot. Czesio1

Pomimo upału, przy samym wodospadzie czuło się gwałtowny spadek temperatury, jakby włączała się jakaś naturalna klimatyzacja. Puszczając mimo uszu kolejne propozycje Czesia by jednak kontynuować marsz na Giewont, zatrzymaliśmy się w herbaciarni na końcu Doliny Strążyskiej, na kawę i ciasto z jagodami.


Polana Strążyska
fot. Czesio1


Herbaciarnia Parzenica
fot. Czesio1


Herbaciarnia Parzenica
fot. Czesio1


Kawa wypita, szarlotka zjedzona, słońce pięknie świeci,
aż się nie chce wracać

fot. johny

Przypomniałem sobie, jak byłem w tym miejscu w czasach studenckich i na ścianie wisiała tabliczka „Nie głaskać kota”. Niestety kota już nie ma, może protestowały organizacje ekologiczne.
Po powrocie do Kościeliska pożegnaliśmy się i rozstaliśmy – ja do Krakowa, reszta zlotowiczów na szlak.
_________________
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-11, 20:14   

ROZDZIAŁ 2 - Czesio1


Po rozstaniu z TomaszKiem, reszta ekipy w sile dwóch wehikułów ruszyła w drogę na Słowację. Pomni tego, że najkrótsza droga wiodąca do przejścia granicznego w Łysej Polanie, czyli Droga Oswalda Balzera, jest w remoncie, musieliśmy pojechać dookoła przez Bukowinę Tatrzańską. Polska żegnała nas stabilną pogodą, Słowacja powitała strugami deszczu. Nie napawało to nas optymizmem przed jutrzejszym dniem.
Podziwiając panoramę Tatr bez przeszkód dojechaliśmy do miejscowości Vysne Hagi, gdzie mieliśmy zarezerwowane miejsce noclegowe. Johny z Konfiturkiem po krótkich poszukiwaniach zdobyli klucze do naszych trzech komnat. Zaparkowaliśmy wehikuły i udaliśmy się do naszej pierwszej słowackiej bazy.



Baza noclegowa w Vysne Hagi
fot. Czesio1

Warunki w pokojach były iście niczym wyjęte z PRL-u. Dość ciekawa była próba umycia rąk w pokojowej umywalce:


Kolorowa woda z pokojowej umywalki
fot. Czesio1

Dopiero po kilkunastu sekundach w kranie pojawiła się woda przypominająca kolorem tą do której przywykliśmy na polskiej ziemi.
Ale co tam, ważne, że było gdzie położyć głowę i czym się przykryć. Najważniejsza jest przygoda!
Zostawiliśmy nasze bagaże w pokojach i korzystając z wolnego czasu i tego, że przestało padać postanowiliśmy pojechać nad Szczyrbskie Jezioro. Po kilkunastu minutach jazdy dotarliśmy na parking nad samym niemal jeziorem. Kupiliśmy bilety parkingowe i spacerem ruszyliśmy zadbaną alejką na szlak prowadzący wokół jeziora.



Alejka prowadząca nad Szczyrbskie Jezioro
fot. Czesio1

Jeszcze chwila i oto naszym oczom ukazał się przepiękny widok:


Szczyrbskie Jezioro
fot. Czesio1

W oddali znajdują się dwie skocznie narciarskie a w tle dumnie prezentowała się grań Soliska.


Skocznie narciarskie nad Szczyrbskim Jeziorem,
w tle grań Soliska

fot. Czesio1


Gracje na tle Szczyrbskiego Jeziora
fot. Czesio1

Po krótkiej kontemplacji pięknymi widokami ruszyliśmy na spacer wokół jeziora. Wkrótce po lewej stronie ujrzeliśmy duży kamień a na nim popiersie Jozefa Szentivanyia. To on w 1872 na brzegu Szczyrbskiego plesa kazał wybudować chatę myśliwską, która stała się zarodkiem dzisiejszego Szczyrbskiego Plesa. Miała charakter domku z bierwion, w którym pierwszym gościom organizowano noclegi i strawę. To również on wybudował nad brzegiem jeziora 15 innych obiektów, z których najbardziej znaną była Vila Maria Terezia.


Tablica pamięci Josefa Szentivanyia
fot. Czesio1

W niektórych miejscach można było pa kamieniach zejść do samej tafli wody. Johny i Czesio1 nie omieszkali zrobić sobie pamiątkowych zdjęć na głazie wystającym z samej toni.


"Całe pleso moje" - zdaje się mówić johny
fot. Czesio1


Czesio dumnie prezentuje forową koszulkę
na tle Szczyrbskiego Plesa

fot. Czesio1

Po kilku kolejnych krokach przed nami ukazał się niewielki pomost z przycumowanymi łódkami. Tradycja pływania łódką po Jeziorze Szczyrbskim ma ponad 130–letnią historię. Na początku lipca 2008 r. pływanie łódką po Jeziorze Szczyrbskim zostało wznowione po 25 latach przerwy.


"Port" Szczyrbskie Pleso
fot. Czesio1

Dumnie prężące się nad tonią jeziora szczyty zostały świetnie oznaczone na tablicach, dzięki czemu każdy może odnaleźć w oddali Kryvań, Vysoką czy Satana.


Tablica z oznaczonymi szczytami
fot. Czesio1


Forowa część ekipy nad Szczyrbskim Jeziorem
fot. Czesio1

Kilka kroków odeszliśmy od ścieżki wokół jeziora by znaleźć się na tarasie widokowym. Przed nami roztaczała się wspaniała panorama okolicy z wijącą się poniżej serpentyną szosy po której mknęły malutkie stąd samochody.

Taras widokowy
fot. Czesio1

Mniej więcej w połowie drogi wokół jeziora zaczęło się coraz bardziej chmurzyć. Deszcz zbliżał się nieuchronnie.


Coraz ciemniej nad jeziorem
fot. Czesio1

W tym to miejscu natrafiliśmy na mały lokal nad samą wodą. Odczuwaliśmy już nieco głód i perspektywa wciągnięcia jakiegoś apetycznego dania w tak klimatycznym miejscu nastrajała nas optymistycznie. Niestety, musieliśmy obejść się smakiem. Lokal był zamknięty, a parasole w ogródku zwinięte.


Gastronomia nad samym jeziorkiem
fot. Czesio1

Idziemy więc dalej. Ścieżka okrężna oddala się nieco od wody a do samego jeziora prowadzi ścieżka w prawo wiodąca nas do okazałego pomnika bohaterów słowackiego powstania narodowego nad Szczyrbskim Jeziorem.


Pomnik bohaterów słowackiego powstania narodowego
nad Szczyrbskim Jeziorem

fot. Czesio1

Jeszcze ostatni rzut oka na jezioro:


Szczyrbskie Jezioro
fot. Czesio1

i musimy przyspieszyć kroku bowiem zaczęło padać.


Krople deszczu wyganiają nas znad pięknego
Szczyrbskiego Jeziora

fot. Czesio1

Jeszcze tylko rzucenie coś na ząb w napotkanym opustoszałym barze:


Bar przy parkingu
fot. Czesio1

i możemy wracać do naszej bazy w Vysne Hagy.
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
johny
Moderator



Wiek: 45
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8617
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-11-11, 20:16   

ROZDZIAŁ 3 - johny


Wczesny poranek w Národnym ústavu tuberkulózy, pľúcnych chorôb a hrudníkovej chirurgie przywitał nas deszczem. Mimo wczesnej pory trzeba było pakować plecaki i przygotowywać się do czekającej nas wkrótce wędrówki. Z kwatery do zastawki elektricki mieliśmy raptem kilka kroków.
Punktualnie o 6.58 podjechał nowoczesny skład, który w kilkanaście minut przewiózł nas z Vysne Hagy do przystanku Popradske Pleso. Już sama podróż tym środkiem lokomocji to czysta przyjemność.



Elektricka
fot. Czesio1


Elektricka
fot. Czesio1

Trasa wije się zboczami gór, co rusz przecinając szosę do Strbskiego Plesa. W oddali widać cudne, majestatycznie wyglądające szczyty Tatr, tego dnia wyglądające szczególnie groźnie z uwagi na aurę, która panowała.
Ok. godz. 7.20 wyruszyliśmy na szlak, który miał doprowadzić nas na szczyt Rysów. Od samego początku pogoda nie rozpieszczała nas, oj nie rozpieszczała. Niezbyt intensywny acz równomiernie padający kapuśniaczek towarzyszył nam od pierwszych kroków wędrówki. Początkowo droga wiodła asfaltową drogą wśród gęstego lasu i trochę przypominała drogę nad Morskie Oko. Mimo to trzeba było iść dość ostro pod górę, dlatego dość często robiliśmy przystanki.



Szlak szosą do Popradskiego Plesa
fot. Czesio1


Ekipa tatrzańska III
fot. johny


Ekipa tatrzańska III
fot. johny

Po drodze odbiliśmy nieco w bok aby zwiedzić symboliczny cmentarz tych, którzy na zawsze pozostali w Tatrach. Krzyże i tablice zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nastąpiła chwila zadumy nad tym wszystkim co otaczało nas wokół.


Tatrzański Cmentarz Symboliczny
fot. Czesio1


Tatrzański Cmentarz Symboliczny
fot. Czesio1


Tablica pamięci Klimka Bachledy, króla przewodników tatrzańskich,
który zginął w akcji ratunkowej

fot. Czesio1


Tatrzański Cmentarz Symboliczny
fot. Czesio1

Pierwszy dłuższy odpoczynek zrobiliśmy natomiast w uroczo położonym schronisku przy Popradskim Plesie. Prawie każdy z nas za 2 ojro zafundował sobie zestaw w postaci kawy z ekspresu i pysznego ciasteczka. Ludzi było jak na lekarstwo. Praktycznie tylko my i jeszcze jacyś dwaj turyści, chyba z Niemiec, którzy prawdopodobnie nocowali w schronisku.


Odpoczynek nad Popradzkim Stawem
fot. Czesio1

Po kilkudziesięciu minutach sjesty trzeba było ruszać w prawdziwą wędrówkę.


Czesio1 i johny, w tle Popradzki Staw
fot. Czesio1

Deszcz dalej padał…
Czerwony szlak prowadził nas prosto na Rysy. O ile początek należało uznać za nużący to dalszy marsz dla kilkoro z nas stanowił nie lada wyzwanie. Na szczęście po kilkunastu minutach pogoda zaczęła poprawiać się i z gęstej mgły i z morza chmur zaczęły wyłaniać się szczyty Tatr.



Szczyty wyłaniające się z gęstej mgły
fot. johny

Jest w tych górach coś niesamowitego, magicznego, coś co sprawia, że zakochujesz się w nich od pierwszego wejrzenia i dzięki nim choć na chwilę zapominasz o problemach dnia codziennego. Na widok tych szczytów ta miłość wróciła do mnie ze zdwojoną siłą. Ostatni raz miałem możność chodzenia po nich chyba kilkanaście lat temu, a teraz znów – dzięki Czesiowi – byłem na szlaku. To było coś niesamowitego! Przyjacielu, dziękuję! Nie obyło się oczywiście bez strzelania pamiątkowych fotek.


fot. johny


fot. johny


fot. johny

Trudy wspinaczki, przynajmniej w moim przypadku, odchodziły gdzieś na bok. Aczkolwiek każdy z nas miał swoje tempo dlatego bardzo często robiliśmy tzw. zastawki , czyli przystanki. Niezwykłe było również to, że na szlaku byliśmy praktycznie sami! Wydawało się, że te góry są wyłącznie dla nas!


Zastawka (odpoczynek) na szlaku
fot. Czesio1


Całe góry tylko nasze!!
fot. Czesio1

Wreszcie po około dwugodzinnym marszu, przed nami ukazały się dwa niewielkie stawy – Żabie Plesa. To znak, że do celu pozostała jeszcze ok. połowa drogi.


Żabie Stawki Mięguszowieckie
fot. Czesio1

W tym miejscu po raz pierwszy pojawił się śnieg, który raz jeszcze miał dać nam się we znaki. Nad Żabimi Plesami zrobiliśmy kolejny dłuższy odpoczynek, przy okazji wykorzystaliśmy leżący wokół śnieg i troszkę się porzucaliśmy śnieżkami! Taka zabawa w środku lipca to jest coś!


Pierwszy śnieg na szlaku
fot. Czesio1

Ale, trzeba było iść dalej. Z niepokojem spoglądaliśmy przed siebie. Zamiast szczytów widzieliśmy tylko wszechogarniające mleko. Po kilkunastu minutach marszu pojawiły się łańcuchy i klamry.


Łańcuchy i klamry na szlaku
fot. Czesio1

Bez większych problemów daliśmy sobie radę z tym odcinkiem, choć jedna z naszych pań przez chwilę zaliczyła pit – stop i nie chciała dalej ruszyć. Pomocna dłoń Konfiturka zdziałała jednak cuda i udało się pokonać psychiczny opór przed dalszą wspinaczką.


Agnieszka z Konfiturkiem otwierają pochód...
fot. Czesio1


...potem Anka...
fot. Czesio1


...a na końcu johny ubezpieczający ekipę
fot. Czesio1

Żeby było ciekawiej, oprócz wszechogarniającej mgły zaczął padać rzęsisty deszcz. Każdy z nas zamarzył o tym aby dojść do Chaty pod Rysmi, ogrzać się, wysuszyć i napić czegoś gorącego! Przed Chatą pod Rysmi czekała nas jednak jeszcze jedna niespodzianka, tym razem ostatnia. Strome podejście po zmrożonym śniegu. I to udało się jakoś pokonać, choć w oczach żeńskiej części wycieczki widać było zmęczenie i strach po tym co zostało za nami.
W końcu po kilkugodzinnym marszu udało się nam szczęśliwie zakotwiczyć w najwyżej położonym tatrzańskim schronisku.



Chata pod Rysmi
fot. johny

Mieliśmy szczery zamiar kontynuować naszą wędrówkę ale postanowiliśmy poczekać na nieco lepszą aurę, w międzyczasie susząc nasze ubrania i buty oraz konsumując co nieco. Niestety aura zamiast poprawiać się z każdą minutą stawała się gorsza. Ziąb, deszcz i wiatr skutecznie odżegnywał nas od ataku na Rysy. W końcu zapadła decyzja aby wejście przełożyć na dzień następny. Cóż było więc robić. Wraz z Konfiturkiem udałem się na zasłużonego browarka. Pogawędki co jakiś czas przerywane były ekspedycją wiodącą brązowym szlakiem, na końcu którego znajdowała się cudowna sławojka z panoramą na przepaść. Mimo, że do WC ze schroniska nie było zbyt daleko to każde wyjście obfitowało w emocje z uwagi na ziąb, deszcz i mgłę. Wcale nietrudno było zboczyć ze ścieżki w taką pogodę co przytrafiło się naszym paniom i Konfiturkowi.
Po zapadnięciu zmroku w fantastycznym klimacie, przy blasku lampy naftowej rozprawialiśmy o tym i owym mając przy tym nadzieją, że w dniu następnym uda nam się wejść na szczyt Rysów.
Tymczasem jednak, nieuchronnie trzeba było udać się do łóżek.



Miejsca noclegowe w Chacie pod Rysmi
fot. Czesio1
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2014-11-11, 20:17   

ROZDZIAŁ 4 - Konfiturek


Poranek nie przywitał nas zachęcająca aurą. Pierwsza rzeczą, która spostrzegliśmy (a w zasadzie usłyszeliśmy) po przebudzeniu, był budzący respekt dudniący łoskot. Okazało się, że był to odgłos konstrukcji schroniska, która wytrwale stawiała odpór smagającym ja podmuchom silnego wiatru. Jedno spojrzenie przez niewielkie okienko znajdujące się u wezgłowia łóżka potwierdziło najgorsze obawy. Widoczność zmieniała się z minuty na minutę. W jednej chwili ukazywał się nam przejrzysty widok na okoliczne góry. Ale luz po kilku sekundach na pierwszy plan wysuwało się fascynujące widowisko, w którym chmury pędzące w zwrotnej prędkości kłębiły się i kotłowały dając nam popis potęgi natury. W tym momencie nawet najzagorzalsi optymiści zdali sobie sprawę, że tym razem szczytu Tatr nie zdobędziemy. Decyzja była szybka i jednogłośna. Jemy śniadanie i schodzimy na dół. Rysy poczekają.
Poranek rozpoczęliśmy od śniadania. Wykupiliśmy pełne zestawy śniadaniowe już poprzedniego wieczora, więc bez obaw zasiedliśmy do stołu. Okazało się, że ilościowo posiłek nam nie zaimponował. Trzeba było się zadowolić tym, co podano. Nadszarpnięte budżety nie pozwoliły nam tym razem zaszaleć.



Czas schodzić w dół
fot. Czesio1

Tuż po śniadaniu ruszyliśmy w drogę powrotną. Najważniejsze (i najtrudniejsze zarazem) było pokonanie śniegu zalegającego na zboczu tuż poniżej schroniska. Śliska skośna nawierzchnia, brak możliwości uchwycenia się czegoś, nie wyglądały zachęcająco. Korowód otworzył Czesio.
Hmmm. Chyba nie będzie tak źle… Czesio wbija pięty w śnieg i powoli, aczkolwiek systematycznie, schodzi w dół. Reszta próbuje tak samo – z różnym skutkiem. Ja, po kilku krokach, decyduję się na starą, sprawdzona w dzieciństwie, metodę, czyli „na tyłku” (albo „na pająka”). Przykucam, opieram się dłońmi o ziemię, i rozpoczynam swój pokraczny spacer w dół. Co chwila potrzebny jest odpoczynek, gdyż gołe dłonie niezbyt dobrze znoszą kontakt ze śniegiem. Wtedy przysiadam na śniegu i chwilę odczekuję. Jak dobrze, że założyłem dwie pary spodni…



Zjazd po śniegu
fot. Czesio1

Po kilkunastu minutach udaje się nam pokonać śnieżną przeszkodę. Dalej powinno pójść już łatwiej. Atmosfera lekko się rozluźnia.


Zjazd po śniegu
fot. johny

Z większym zapałem ruszamy dalej. I wtedy pojawiają się one. Łańcuchy… Wracają wspomnienia z dnia wczorajszego. Okazuje się jednak, że nie jest tak źle. Udaje się nam je pokonać w miarę sprawnie.


I znowu łańcuchy
fot. johny

Dalsza droga wydaje się nam już tylko miłym spacerkiem. Schodzimy w dół ze świadomością, że najtrudniejszy etap wyprawy mamy już za sobą. Ekipa rozciąga się. Jedni w pośpiechu schodzą w dół. Inni „marudzą”. Ja z johnym zostaliśmy na szarym końcu przystawając czasem w celu napawania się widokami. Jak poprzednio, na dłuższą chwilę zatrzymujemy się przy Żabim Pleso.


Żabie Stawki z daleka...
fot. johny


... i z bliska
fot. Czesio1


Żabi Staw Mięguszowiecki
fot. Czesio1


Żabi Staw Mięguszowiecki
fot. Czesio1


Ekipa Tatrzańska III
fot. Czesio1

Po pokonaniu większej części drogi spotykamy turystów wspinających się do góry.
- Daleko jeszcze na szczyt? – korpulentna starsza pani, widać nieco zmęczona, rzuca z nadzieją pytaniem w moim kierunku.
- Nie umiem kłamać, więc pani nie powiem. – odpowiadam zgodnie ze swoim światopoglądem.
Po około półtorej godziny drogi przenosimy się w inny świat. O ile w górnych partiach gór ciemne chmury kłębią się w rytm porywistego wiatru, o tyle na dole pogoda jest iście wakacyjna.



Słowackie Tatry
fot. Czesio1


Gracje na łonie tatrzańskiej natury
fot. Czesio1

Docieramy do restauracji, gdzie zarządzamy postój. Miejsce wygląda zupełnie inaczej niż wczoraj. W środku znajduje się mnóstwo ludzi. Ciężko znaleźć wolny stolik. Ale udaje się nam coś zaimprowizować. Przy okazji podliczamy swoje zasoby finansowe. Pobyt na szczycie nadszarpnął nasze portfele. A tu jeszcze czeka nas podróż pociągiem. Lokalny kantor (czyli ja) musi zająć się uzupełnieniem zapasów walutowych poniektórych członków wyprawy.
Po zregenerowaniu się, i wstępnym ogarnięciu w przyzwoitej toalecie, ruszamy dalej. Droga wiedzie teraz asfaltem, więc ten etap wyprawy idzie nam najsprawniej. Po drodze mijamy mnóstwo ludzi, którzy korzystając z ładnej pogody, wyruszyli całymi rodzinami w kierunku restauracji i okolicznego jeziora. Patrząc na ten pochód od razu na myśl przychodzi mi szlak do Morskiego Oka.



Smutna mina johny'ego: to już ostatnia część tatrzańskiej przygody
fot. johny

Docieramy w końcu do stacji kolejki, gdzie w okolicznym sklepiku zaopatrujemy się w bilety. Przy okazji spotykamy dwóch znajomych turystów, którzy razem z nami nocowali tam, na górze.
Czas do przyjazdu kolejki wykorzystujemy na drobny posiłek, jakieś pamiątkowe zdjęcia…



Ostatnie fotki zlotowe
fot. Czesio1

Pojawiają się pierwsze komentarze i analizy odbytej przed chwilą wyprawy. No i , oczywiście, plany na przyszłość. Bo my tak łatwo Rysów nie odpuścimy…
Podjeżdża wyczekiwana kolejka. Zajmujemy dogodne miejsca i ruszamy w kierunku pozostawionych wczoraj samochodów. Naszą uwagę przykuwa dziecko siedzące nieopodal nas – bardzo empatycznie reagujące na naszą obecność. Generalnie zrobiło się bardzo wesoło.
Bardzo szybko docieramy do stacji docelowej. Następuje przepakowywanie się. Trzeba pozbyć się ubrań, które po pokonaniu szlaku są już nie pierwszej świeżości. Tu, przy samochodach, następuje też ta chwila, której chyba nikt nie lubi, czyli pożegnanie. Ekipa lubelska rozstaje się z łączoną ekipą łódzko-gdańską. Nastroje jednak pozostają optymistyczne, bo wiemy, że jeszcze na pewno się spotkamy. Matka natura zadbała wszak o to, żebyśmy mieli ku temu powód.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
johny
Moderator



Wiek: 45
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8617
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-11-11, 20:40   

Coś wspaniałego, coś wspaniałego!!! Wspomnienia wróciły w pełnej krasie!!! :564:
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-11, 20:49   

johny napisał/a:
Coś wspaniałego, coś wspaniałego!!! Wspomnienia wróciły w pełnej krasie!!! :564:

Oj wrocily, wrocily! I tesknota za Taterkami tez!
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
VdL
Zlotowicz



Wiek: 48
Dołączył: 29 Maj 2014
Posty: 3214
Skąd: dokąd
Wysłany: 2014-11-11, 21:01   

Wspaniała relacja, aż chciałoby się tam być. Gratuluje pomysłodawcom i kronikarzom. :564:
Góry są wspaniałe.
_________________
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2014-11-11, 21:12   

Ech... No tak. A ja dopiero zacząłem grzebać w swoich zdjęciach :/

Gwoli ścisłości dla niektórych zlot zaczął się nieco wcześniej. Niektórzy przebijali się poprzez Łodziownię i Kraków, co znacznie wydłużyło czas zlotu.







_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
misia
Zlotowicz



Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 1233
Skąd: miasto Łódź
Wysłany: 2014-11-11, 22:55   

I nawet ja sobie powspomniałam g;)
Pokonałam drogę na Rysy, prawie tą samą, w 2010 roku g;)
_________________

"Praw­da leży pośrod­ku - może dla­tego wszys­tkim za­wadza" - Arystoteles
 
 
Nemsta
Forowy Badacz Naukowy
Łajza archeologiczna



Dołączył: 13 Wrz 2014
Posty: 2098
Skąd: Wyk
Wysłany: 2014-11-12, 02:16   

Aż zostałem na jedną kawę więcej ;)
Dziękuję, super relacja. Fajnie było Was zobaczyć.
TomaszeK zacna broda ;) :564:
_________________
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-12, 07:43   

misia napisał/a:
I nawet ja sobie powspomniałam g;)
Pokonałam drogę na Rysy, prawie tą samą, w 2010 roku g;)

Co to znaczy misia "prawie tą samą"? Tam nie ma innej drogi.
To może powtórka z rozrywki w przyszłym roku? Tak raz na 5 lat wypada zameldować się na Rysach. :-D
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
PawelK
Moderator



Dołączył: 27 Lip 2013
Posty: 4206
Wysłany: 2014-11-12, 08:24   

Czesio1 napisał/a:
Co to znaczy misia "prawie tą samą"? Tam nie ma innej drogi.


Misia szła drugą stroną drogi :-D
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-12, 09:41   

PawelK napisał/a:

Misia szła drugą stroną drogi :-D

:-D :-D :-D
Ale tak właściwie to tam jest chyba inna droga, jest jakiś skrót w którymś miejscu szlaku, chodzą nim nosicze.
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5706
Wysłany: 2014-11-12, 10:33   

Jestem teraz w pracy i zrobiłem zdjęcie Nikodema Pluty na moim biurku. Jak wrócę do domu to wrzucę fotkę. To moja pamiątka po tatrzańskim zlocie.
_________________
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-12, 10:36   

TomaszK napisał/a:
Jestem teraz w pracy i zrobiłem zdjęcie Nikodema Pluty na moim biurku. Jak wrócę do domu to wrzucę fotkę. To moja pamiątka po tatrzańskim zlocie.

Ale obrobiłeś już czaszkę TomaszKu?
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5706
Wysłany: 2014-11-12, 10:42   

Czesio1 napisał/a:
Ale obrobiłeś już czaszkę TomaszKu?

Obrobiłem do dna :-D
_________________
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-12, 11:16   

TomaszK napisał/a:
Czesio1 napisał/a:
Ale obrobiłeś już czaszkę TomaszKu?

Obrobiłem do dna :-D

To jedno zadanie wykonałeś. A drugie? :027:
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Nemsta
Forowy Badacz Naukowy
Łajza archeologiczna



Dołączył: 13 Wrz 2014
Posty: 2098
Skąd: Wyk
Wysłany: 2014-11-12, 11:27   

Miał napełnić? :P :D
_________________
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-12, 12:05   

Roch napisał/a:
Miał napełnić? :P :D

Nie. Miał wykonać z czaszką Nikodema Pluty to co pan Opałko z "Wyspy złoczyńców". ;-)
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5706
Wysłany: 2014-11-12, 19:45   

A oto moja pamiątka z tatrzańskiego zlotu :



Kamień na którym stoi, też powinien być tatrzański, ale to czarny marmur z Dębnika pod Krakowem. Robiono z niego epitafia w okresie baroku, więc poniekąd pasuje do czaszki.
_________________
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2014-11-12, 20:25   

TomaszKu, trzeba było mówić! Pomógłbym. Chociaż nie bardzo się znam na tych rekonstrukcjach. Ale pierwsze próby już podejmuję i chyba idę w dobrym kierunku...



:-D :-D :-D
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
Ostatnio zmieniony przez Czesio1 2018-07-01, 10:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
VdL
Zlotowicz



Wiek: 48
Dołączył: 29 Maj 2014
Posty: 3214
Skąd: dokąd
Wysłany: 2014-11-12, 20:43   

Konfiturek napisał/a:
TomaszKu, trzeba było mówić! Pomógłbym. Chociaż nie bardzo się znam na tych rekonstrukcjach. Ale pierwsze próby już podejmuję i chyba idę w dobrym kierunku...

Obrazek

:-D :-D :-D


Nikuś, jak żywy. :-D
_________________
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5706
Wysłany: 2014-11-12, 20:45   

Konfiturek napisał/a:
TomaszKu, trzeba było mówić! Pomógłbym. Chociaż nie bardzo się znam na tych rekonstrukcjach. Ale pierwsze próby już podejmuję i chyba idę w dobrym kierunku...

Obrazek

Na Boga ! To on !
Jak powiedziała Pilarczykowa, kiedy zobaczyła dzieło magistra Opałki: "A tego cudaka to ja znam." :-D
_________________
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2014-11-12, 20:47   

Nie byłem pewny czy ma być blondyn czy brunet, więc zostawiłem tak, jak widać :)
No ale to już drobne detale. To się jeszcze podszlifuje i będzie jak żywy.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5706
Wysłany: 2014-11-12, 20:50   

Chyba Ci pomogę znaleźć zatrudnienie...
_________________
 
 
johny
Moderator



Wiek: 45
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8617
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-11-12, 21:16   

No Panie Dżemik, minąłeś się Pan z powołaniem! :-D
Czy aby Palstusiowy pamiętnik to nie twoje dzieło? :027:
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
Nemsta
Forowy Badacz Naukowy
Łajza archeologiczna



Dołączył: 13 Wrz 2014
Posty: 2098
Skąd: Wyk
Wysłany: 2014-11-12, 22:13   

Dobra robota. Gdybyś szukał pracy, to pisz ;)
_________________
 
 
misia
Zlotowicz



Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 1233
Skąd: miasto Łódź
Wysłany: 2014-11-13, 02:26   

Czesio1 napisał/a:
misia napisał/a:
I nawet ja sobie powspomniałam g;)
Pokonałam drogę na Rysy, prawie tą samą, w 2010 roku g;)

Co to znaczy misia "prawie tą samą"? Tam nie ma innej drogi.
To może powtórka z rozrywki w przyszłym roku? Tak raz na 5 lat wypada zameldować się na Rysach. :-D


Ja ruszałam ze Strybskego Plesa (tak mi się wydaje), a Wy żeście gdzieś Elektricką jechali i potem szli g;)
Byłam raz i starczy, więcej razy się nie skuszę, tym bardziej, że mi się udało wejść g;)

_________________

"Praw­da leży pośrod­ku - może dla­tego wszys­tkim za­wadza" - Arystoteles
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11452

Wysłany: 2014-11-13, 07:32   

Konfiturek napisał/a:
TomaszKu, trzeba było mówić! Pomógłbym. Chociaż nie bardzo się znam na tych rekonstrukcjach. Ale pierwsze próby już podejmuję i chyba idę w dobrym kierunku...

O kurka wodna!! Konfiturku, świetna robota!! :564:

misia napisał/a:

Ja ruszałam ze Strybskego Plesa (tak mi się wydaje), a Wy żeście gdzieś Elektricką jechali i potem szli g;)
Byłam raz i starczy, więcej razy się nie skuszę, tym bardziej, że mi się udało wejść g;)

Aaa, to już rozumiem. Misia my ruszaliśmy spod przystanku Popradske Pleso i szosą szliśmy nad Popradske Pleso. Ty też tam musiałaś dojść tylko szlakiem znad Strbskego Plesa. I od tego miejsca szliśmy już tą samą drogą. :564:
A czemu nie skusisz się już więcej? Tak strasznie było?
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group. Template GreyBlue v 0.2 created by Nasedo.
Strona wygenerowana w 0.82 sekundy. Zapytań do SQL: 16