Z przygodą na ty Strona Główna



Z przygodą na ty

Forum Miłośników Przygody im. Pana Samochodzika

• FAQ • Dane_osobowe • Szukaj • Użytkownicy • Grupy
• Rejestracja • Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Wyspa Bukowiec - czerwiec 2014
Autor Wiadomość
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:32   Wyspa Bukowiec - czerwiec 2014

Wstęp


Za oknem zimno i ponuro. A ja wracam myślami do jednej z moich ubiegłorocznych wypraw.
W czerwcu 2014 miałem przyjemność zrealizować jedno z moich marzeń z lat dziecięcych - spędziłem kilka dni pod namiotem nad Jeziorakiem.
Był to tylko, weekend, niestety.

Sama wyprawa nie obfitowała w jakieś wielkie wydarzenia. Ale nie tego szukałem wybierając się na wyspę Bukowiec. Odnalazłem tam coś zupełnie innego - możliwość odcięcia się od prozy dnia codziennego, ciszę i wszechogarniający spokój. Na kilkadziesiąt godzin wkroczyłem w zupełnie inny świat. Świat zdominowany przez przyrodę. Po raz pierwszy od wielu lat spędziłem tak długi okres czasu bez kontaktu z innymi ludźmi (no... powiedzmy, że z bardzo ograniczonym kontaktem). Na tym niewielkim skrawku ziemi odnalazłem swoją samotnię, w której mogłem z dystansem spojrzeć na swoje życie. Polecam wszystkim tego rodzaju wyprawy. Dają niesamowitego kopa i chęć do życia. Z drugiej zaś strony, przyznaję, naprawdę ciężko wraca się z takich miejsc do miasta.

Poniższy tekst ma charakter opowiadania, nie suchej relacji. W zamyśle miał to być mój osobisty album-pamiątka z tej wyprawy. Ale jakoś ciężko mi się zabrać do jego wyprodukowania. Dlatego postanowiłem wkleić ten tekst na forum, żeby nie przepadł gdzieś w odmętach moich komputerowych dysków. Nie namawiam do jego czytania ze względu na objętość tego "dzieła" - raczej do przejrzenia zdjęć, które wraz z ich opisami stanowić mogą przedsmak tego, czego można spodziewać się planując wyprawę w to miejsce.
Kto wie? Może kiedyś spotkamy się w tym samym miejscu? Siądziemy wieczorem przed namiotami i pozwolimy ogarnąć się nastrojowi roztaczanemu przez wody Jezioraka? Taką przynajmniej mam nadzieję...

Konfiturek
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:33   

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25048_20170113001358484.jpg medium=http://s5.postimg.org/jy832xphj/cover_small.jpg large=http://s5.postimg.org/jy832xphj/cover_small.jpg group=25048][/gimg]


ROZDZIAŁ 1

Rozmowa z kierownikiem. * Czy PKP potrafi jeszcze zaskoczyć? * PKS dba o swój wizerunek * Piechotą na wyspę.


Historia ta ma swój początek piątego czerwca. Był to upalny czwartek. Czekała mnie poważna rozmowa z moim przełożonym, który, jak zawsze, bardzo starannie planował mój czas na zbliżający się weekend (oczywiście miałem go spędzić w dusznym pomieszczeniu biurowym rysując jakieś kreski, z których gdzieś na dalekim wschodzie jakiś wietnamski robotnik wyciosa statek). Ja miałem, oczywiście, odmienne plany na zbliżające się dni. Po cichu gromadziłem niezbędny ekwipunek turystyczny, który pozwoliłby mi w miarę komfortowo przetrwać tych kilkadziesiąt godzin, które zamierzałem spędzić w odludnych zakątkach wyspy Bukowiec. Na drodze realizacji moich marzeń stała już tylko jedna rozmowa...

- Na poniedziałek będziemy potrzebowali rysunków dwóch fundamentów pod pompę i wirówkę w maszynowni. No i kilka dodatkowych powierzchni w modelu kadłuba - zagaił rozmowę z wrodzoną sobie finezją mój kierownik.
- Ale przecież mnie nie ma... - odrzekłem ze stoickim spokojem. Kątem oka zauważyłem, że go nieco wyprowadziłem z równowagi. No cóż... Nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
- Ale jak to, "nie ma"???
- Normalnie. Nie ma. Wyjeżdżam. Przecież rozmawialiśmy już o tym kilka tygodni temu. Mam bardzo ważne zlecenie.

Ostatnimi czasy dorabiam sobie na tzw. drugim etacie, co skrzętnie wykorzystuję w „walce” o możliwość mojej absencji w biurze. Kierownictwo, oczywiście, wie o moich dziennikarsko-fotograficznych wojażach, ale, z nieznanych mi bliżej powodów, ciągle o tym zapomina. I za każdym razem muszę mu machać przed nosem moją legitymacją dziennikarską tłumacząc, jak ważną misję mam do spełnienia. Także tym razem, po kilkuminutowej słownej potyczce, udało mi się przekonać go swoich racji. Oficjalnie wyjechałem więc w charakterze dziennikarza.

Piątkowe popołudnie nie zaskoczyło - gorące i suche powietrze, typowe o tej porze roku, nie rozpieszczało, co dało mi się szczególnie we znaki ze względu na ponad 20-kilogramowy bagaż niesiony w plecaku i w niewielkiej torbie przewieszonej przez ramię. PKP też zadbało o swój utarty wizerunek. Pociąg relacji Gdynia - Olsztyn przyjechał, oczywiście, opóźniony i tak przeładowany, że ledwo udało mi się wcisnąć do przedsionka wagonu. W ten sposób, już po niecałej godzinie, dotarłem do Malborka. W pociągu się nieco przerzedziło. Udało mi się nawet wywalczyć miejsce siedzące. W tak komfortowych warunkach dojechałem już bezpiecznie do Ostródy. Z radością opuściłem "gościnne" progi pociągu i udałem się w kierunku znajdującego się nieopodal dworca PKS. Byłem ciekawy, jakąż to metamorfozę przeszła ta firma od czasu, kiedy ostatni raz skorzystałem z jej usług (było to kilkanaście lat temu).
No cóż... Pe-Ka-eS też niczym nowym nie zaskoczył. Planowy odjazd ze stacji początkowej Ostróda - godzina 17:00. Kasa biletowa, oczywiście, nieczynna. Stary i zdezelowany, ale poczciwy, bądź co bądź, jelcz marki Jelcz, wtoczył się na stanowisko startowe na 15 minut przed planowym odjazdem. Chętnych na jazdę było niewielu. Oprócz mnie, jakaś para nastolatków wracających na weekend do domu ze szkoły oraz kobieta – prawdopodobnie wracająca z pracy. Wgramoliłem się niezgrabnie do środka i zapłaciłem za kurs do wsi Śliwa kwotę w wysokości 9,80 polskich nowych złotych. Przy okazji, jako że w ferworze przygotowań zapomniałem o pewnym drobnym fakcie, a mianowicie o wydrukowaniu sobie rozkładu jazdy w kierunku powrotnym, postanowiłem zasięgnąć informacji w tej materii u kierowcy. Jedyne, co pamiętałem, to fakt, że w niedzielę w godzinach popołudniowych kursuje wyłącznie jeden autobus. I mija on wieś Śliwa po godzinie czternastej.

- Przepraszam... Nie mogłem znaleźć tej informacji na żadnej z tablic na dworcu... Czy mógłby mi pan powiedzieć, o której godzinie kursuje w niedziele PKS ze Śliwy do Ostródy?

Kierowca jakby nie zauważa mojej obecności. Spokojnie siedzi i czeka na rozpoczęcie kursu.
- O ile pamiętam, jest tylko jedyny kurs. W Śliwie jest, bodajże o czternastej z minutami... - kontynuuję swój monolog.
- Taaa... Jest jeden kurs.
A więc słyszał! Odezwał się! Trzeba kuć żelazo, póki gorące. Muszę się dowiedzieć, o której!
- A o której dokładnie jest w Śliwie?
- O czternastej z minutami...
No tak. Chyba jednak nic więcej się nie dowiem. Pokornie udaję się na swoje miejsce i czekam na rozpoczęcie podróży. Do planowego odjazdu zostało jeszcze 10 minut. Ale tylko w teorii. Dokładnie 8 minut przed czasem kierowca uruchomił silnik i dostojnie wyjechał z terenu dworca...
Podróż na odcinku Ostróda - Śliwa minęła mi pod znakiem trzęsiawki na nierównościach dróg i charakterystycznego zapachu niemytych od dwudziestu lat siedzeń, na których codziennie pokonują ten dystans umęczeni pracownicy okolicznych zakładów, dojeżdżający do Ostródy z okolicznych wsi. Około godziny 18:00 dotarłem do Śliwy.

Na miejscu przywitał mnie charakterystyczny zapach. I bynajmniej nie był to zapach śliwek. To pasące się nieopodal krowy. Nie wiedzieć czemu, cieszy mnie ten fakt. Po latach spędzonych w dusznym mieście wracają wspomnienia wakacji spędzanych na wsi u dziadków. Pod tym względem polska wieś niewiele się zmieniła. I dobrze.
Z ładunkiem zarzuconym na plecy, uzbrojony w dżi-pi-esa, rozpoczynam ostatni etap swojej wędrówki: odcinek Śliwa-Wieprz. Jest to dla mnie spore wyzwanie. Trasa liczy ponad 7 km. Jest godzina 18-sta z minutami, więc jeśli nie chcę nocować gdzieś przy drodze, muszę utrzymać tempo marszu.
Gdyby nie ciężar na plecach, można by było uznać ten etap trasy za miły spacer. Powietrze jest, co prawda rozgrzane i suche, ale szlak wiedzie asfaltową szosą, wzdłuż której stoi szpaler drzew chroniących mnie przed promieniami słonecznymi. Po drodze, mniej więcej w połowie drogi, zarządzam krótki postój. Nie wynika on ze zmęczenia. Skłoniły mnie raczej do tego okoliczności przyrody. Około 20:30 docieram do Wieprza.
"Ciekawe, skąd ta nazwa?" - myślę, zbliżając się do tabliczki wyznaczającej granicę wsi. Uderzający w nozdrza ostry zapach szybko wyjaśnia tą zagadkę. Na szczęście ma on charakter bardzo lokalny. Po chwili mogę rozkoszować się widokami przydomowych zadbanych ogródków. Za zakrętem dostrzegam pochylony kierunkowskaz z charakterystycznym symbolem kempingu i wyraźnym napisem "Bukowiec". A więc udało się. Dotarłem!


[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25048_20170113001359425.jpg medium=http://s5.postimg.org/jx7c102fb/SJA_01.jpg large=http://s5.postimg.org/jx7c102fb/SJA_01.jpg group=25048][/gimg]
Fot.1 - Drogowskaz na Bukowiec (wieś Wieprz)
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:33   

ROZDZIAŁ 2

Grobla * Formalności urzędowe * Wschodni brzeg wyspy


Na Bukowiec wiedzie grobla, która powstała w okresie międzywojennym.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001401098.jpg medium=http://s5.postimg.org/nsaq3kll3/SJA_03.jpg large=http://s5.postimg.org/nsaq3kll3/SJA_03.jpg group=25049][/gimg]
Fot.2 - Widok na groblę i północny brzeg Bukowca od strony wsi.

Najprawdopodobniej została ona usypana w 1938 roku przez ówczesnego właściciela wyspy – Gratzki’ego. Obecnie, w celu łatwiejszego dostępu do wyspy, ułożono na niej betonowe płyty, dzięki którym można bezpiecznie dojechać tu autem.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001402116.jpg medium=http://s5.postimg.org/5o2nlthl3/SJA_04.jpg large=http://s5.postimg.org/5o2nlthl3/SJA_04.jpg group=25049][/gimg]
Fot.3 - Wyłożona betonowymi płytami grobla wiodąca na wyspę.

Jako, że odcinek drogi ze Śliwy pokonałem szybciej, niż wcześniej zakładałem, nie spieszę się. Maszeruję spokojnie, przystając co pewien czas i podziwiając widoki roztaczające się po obu stronach. Po raz pierwszy w życiu mogę wszystkimi swoimi zmysłami nasycać się nim - Jeziorakiem.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001404510.jpg medium=http://s5.postimg.org/aa3tra9fr/SJA_05.jpg large=http://s5.postimg.org/aa3tra9fr/SJA_05.jpg group=25049][/gimg]
Fot.4 - Widok z grobli na Jeziorak (strona południowa)

Już od dłuższego czasu miejsce to stanowiło dla mnie swego rodzaju mekkę, którą obiecałem sobie odwiedzić przynajmniej raz w życiu. W końcu udało mi się zrealizować to marzenie. Przepełnia mnie radość i duma, tym większe, że udało mi się tego dokonać w takich właśnie okolicznościach. Bo nie od dziś wiadomo, że w życiu zapamiętujemy rzeczy takimi, jakimi je spotkamy. A jakież to by było wspomnienie, gdybym spędził swoją pierwszą noc nad Jeziorakiem w pensjonacie? Już w tym momencie zdałem sobie sprawę, że dla mnie osobiście to miejsce do końca życia będzie się kojarzyć z letnią aurą, namiotem i plecakiem zarzuconym na plecy. I tak powinno być.

Docieram na skraj wyspy. Grobla kończy się szlabanem. Tabliczki oznajmiają, że jest to teren prywatny (obecnym właścicielem wyspy jest Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Alstom Power Sp. z o.o. Nieopodal, na wzniesieniu po prawej stronie, niczym średniowieczny zamek, góruje nad okolicą niewielki domek. Szybko domyślam się, że jest to "stróżówka";.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001405793.jpg medium=http://s5.postimg.org/ulb2zucef/SJA_06.jpg large=http://s5.postimg.org/ulb2zucef/SJA_06.jpg group=25049][/gimg]
Fot.5 - Wejście na wyspę znajduje się pod stałym nadzorem.

Na werandzie stoi jakaś kobieta, przyglądając mi się z ciekawością. Ostrożnie mijam zamknięty szlaban i kieruję ku niej swoje kroki.

- Dzień dobry! - próbuję wykrzesać z siebie resztki entuzjazmu.
- Dzień dobry...
- Daleko tu do was.
- A skąd pan idzie?
- Ze Śliwy. Z pekaesu...
- Na piechotę?? Chciało się panu??? Przecież to ponad 7 kilometrów!
- Tak jakoś wyszło. Nie miałem innej opcji.
- Od lat już nikt tą drogą nie chodzi. Nawet harcerze tu dojeżdżają.
- No cóż... Zawsze znajdzie się jakiś odmieniec...

Rozglądam się dookoła. Na werandzie siedzi jakiś mężczyzna. Z tyłu, za mną, w dużym kojcu ogrodzonym siatką, szczeka sporej wielkości psisko. Chyba mnie nie lubi.
Bardzo szybko załatwiamy tzw. formalności. Sprowadziło się to do tego, że zapłaciłem za pobyt dwudniowy kwotę w wysokości 32 PLN. Ponadto zaopatrzony zostałem w mapkę sytuacyjną wyspy. Pani zaproponowała mi, żebym zostawił na razie u niej swój bagaż i rozejrzał się wstępnie po okolicy. Przy okazji wybiorę sobie dogodne miejsce pod namiot. Choć zmęczenie mocno daje mi się we znaki, przystaję na tą propozycję. Ruszam w trasę kierując się drogą wzdłuż wschodniego brzegu wyspy na południe. Po kilku minutach docieram do niewielkiego punktu handlowego.

- Czy dostanę u państwa chleb?
- Niestety. Nie mamy.
- A jutro będzie?
- Nie. Na razie nie sprzedajemy chleba. Dopiero w sezonie. Tydzień temu mieliśmy 10 bochenków i tylko 2 sprzedaliśmy.
- A co w takim razie jest na stanie?
- Hot-dogi, zapiekanki… Frytki można kupić…
- Może chociaż jakaś kiełbasa na ciepło z musztardą? - rzucam hasło z myślą, że jak już by była kiełbasa to i jakaś kromka chleba się znajdzie.
- Nie.
- Hmmm... No trudno. To mam kłopot. To na razie wezmę zapiekankę i piwo.
Musiałem coś zjeść, więc nie wybrzydzałem.
Tu jeszcze należy się czytelnikowi słowo wyjaśnienia. Pakując się, miałem ograniczone możliwości transportowe. Kiedy już byłem spakowany w 99,5%, okazało się, że spośród dwóch ostatnich rzeczy, które zostały do zabrania, do plecaka mieści się tylko jedna. Te rzeczy to, oczywiście, chleb oraz butelka Balantajsa. Dosyć długo rozważałem wszystkie "za" i "przeciw". Gdzieś w zakamarkach mego umysłu wykiełkowała myśl, że alkohol zawiera przecież prawie wszystkie niezbędne do życia składniki odżywcze. Jako, że na co dzień kieruję się wyłącznie racjonalizmem i suchą dedukcją, a nie emocjami, mój wybór był oczywisty. Butelka wylądowała w plecaku, a chleb został w domu.

Po kilku minutach otrzymałem zamówioną zapiekankę oraz popitkę. Przy okazji zostałem poinformowany, że jutro, czyli w sobotę, może uda się załatwić jeden bochenek chleba. Złożyłem więc na niego zamówienie.
Nasyciwszy się nieco, ruszyłem dalej. Na południe od sklepiku natknąłem się na pierwsze obozowisko. Stojące wzdłuż brzegu przyczepy kampingowe – niektóre obudowane dodatkowo drewnianymi konstrukcjami upodobniającymi je do domków z werandą. Całość przypomina małe osiedle.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001407013.jpg medium=http://s5.postimg.org/kpj6roldz/SJA_20.jpg large=http://s5.postimg.org/kpj6roldz/SJA_20.jpg group=25049][/gimg]
Fot.6 - "Osiedlowe domki" rozstawione wzdłuż wschodniego i południowego brzegu wyspy.

Są też mieszkańcy. Jedna pani opala się wygodnie na leżaku. Obok pogrywa radio. Gdzieś z boku dochodzi mnie dźwięk silnika spalinowego. Jakiś jegomość kosi trawnik. Ktoś stuka młotkiem – rozbudowa altanki w toku.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001408155.jpg medium=http://s5.postimg.org/nkw9yjpdz/SJA_21b.jpg large=http://s5.postimg.org/nkw9yjpdz/SJA_21b.jpg group=25049][/gimg]
Fot.7 - Zagospodarowane rejony wyspy wyposażono w drewniane pomosty.

Tylko dzieci są jakieś ciche. No tak. Integracja trwa w najlepsze. Siedzą w równym rządku obok siebie, jak kury na grzędzie, i wpatrują się intensywnie w swoje smartfony.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001409328.jpg medium=http://s5.postimg.org/iiey3rg3r/SJA_21.jpg large=http://s5.postimg.org/iiey3rg3r/SJA_21.jpg group=25049][/gimg]
Fot.8 - Nawet we wschodniej, zamieszkałej przez ludzi, części wyspy można natknąć się na jakieś okazy fauny.

Nie tracę więcej czasu. Idę dalej na południe. Dochodzę do południowo-wschodniego krańca wyspy. Zgodnie z mapą powinien się tu znajdować niewielki cypel. Rozglądam się wokół. Pomiędzy domkami, z lewej strony, dostrzegam niewielką ścieżkę ginącą pośród trzcin i innego listowia. Bez wahania udaję się w tym kierunku. Po pokonaniu krótkiego odcinka oczom moim ukazuje się niewielka plaża. Tu jest rewelacyjnie!

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001410000.jpg medium=http://s5.postimg.org/ai0nf9z5z/SJA_23.jpg large=http://s5.postimg.org/ai0nf9z5z/SJA_23.jpg group=25049][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001411065.jpg medium=http://s5.postimg.org/6mx9cpg07/SJA_22.jpg large=http://s5.postimg.org/6mx9cpg07/SJA_22.jpg group=25049][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25049_20170113001412274.jpg medium=http://s5.postimg.org/qck52wdaf/SJA_23a.jpg large=http://s5.postimg.org/qck52wdaf/SJA_23a.jpg group=25049][/gimg]
Fot.9,10,11 - Niewielka plaża na południowym cyplu wyspy.

Cypel ma szerokość kilku metrów. Odcięty jest od wyspy pasem zieleni. Przez chwilę człowiek może poczuć się jak na odludziu. Roztacza się stąd piękny widok na cały obszar wody aż do grobli. Zdejmuję buty i brodzę sobie w wodzie. Dostrzegam niewielkie rybki pierzchające we wszystkich kierunkach. Zdaje się, że swoim brutalnym wtargnięciem do ich środowiska zakłóciłem ich spokój. Na kąpiel się nie decyduję. Trochę zimna woda. No i ręcznika nie wziąłem ze sobą. Na plaży spędzam około pół godziny. Żal mi odchodzić. Jednak trzeba znaleźć sobie jakąś miejscówkę pod namiot.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:33   

ROZDZIAŁ 3

Południowy i wschodni brzeg wyspy * Pole namiotowe * Pierwszy wieczór na wyspie


Po opuszczeniu plażowego cypla, kieruję się wzdłuż południowego brzegu wyspy. Jest to najbardziej „ucywilizowany” obszar. Domki rozsiane są gęsto. Niektóre poodgradzane są wysokimi płotami. Zapewne ich właściciele nie zaznali tu takiego spokoju i odosobnienia, o jakim marzyli. Co kilkadziesiąt metrów w taflę wody wrzyna się jakaś kładka.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001413875.jpg medium=http://s5.postimg.org/ojh8eks3r/SJA_26.jpg large=http://s5.postimg.org/ojh8eks3r/SJA_26.jpg group=25050][/gimg]
Fot.12 - "Ja ci mówię, stary... Ona ma kogoś na boku." (Jeden z pomostów przy południowym brzegu.)

Większość z nich to typowe skromne kładki wędkarskie, do których, od biedy, można przycumować kajakiem. Ale zdarzają się też tzw. „full wypas”, czyli monumentalne pomosty, do których cumują żaglówki.
Większość domków jest jeszcze niezasiedlona. Jednak i tu panuje już klimat małomiasteczkowy. Grające radio, tudzież telewizor, gwar głośnych rozmów prowadzonych na jednej z werand – wszystko to razem skutecznie mnie odstrasza.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001415088.jpg medium=http://s5.postimg.org/4jmu51g7b/SJA_25.jpg large=http://s5.postimg.org/4jmu51g7b/SJA_25.jpg group=25050][/gimg]
Fot.13 - Widok z południowego brzegu wyspy.

Rzucam tylko kilka pośpiesznych spojrzeń w kierunku południowym – tafla Jezioraka niezmiennie zachwyca swoją wielkością. Szybkim krokiem dochodzę do zachodniego brzegu wyspy i udaję się wzdłuż niego w kierunku północnym.
Ten brzeg jest zdecydowanie bardziej „proekologiczny” od poprzednich. Oprócz południowo-zachodniego naroża wyspy, natknąłem się jeszcze tylko na jedno siedlisko campingów - mniej więcej w połowie wysokości wyspy. Niestety, także to pole zostało już zasiedlone przez miłośników muzyki i grilla. Ogarnia mnie coraz większy niepokój. Czyżby tak miała wyglądać „strefa ciszy” na Jezioraku?

Sytuacja zmienia się diametralnie po przejściu kolejnych kilkuset metrów. Ścieżka skręca gwałtownie w prawo. Chyba więc powoli docieram do północno-zachodniego regionu wyspy. Nagle po lewej stronie dostrzegam przybitą do pnia drzewa niepozorna tabliczkę. Napis głosi: „Pole nr 9. Wyłącznie dla namiotów”.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001416077.jpg medium=http://s5.postimg.org/ee4sjs5dz/SJA_08.jpg large=http://s5.postimg.org/ee4sjs5dz/SJA_08.jpg group=25050][/gimg]
Fot.14 - Tablica informacyjna "Pole nr 9".

Wstępuje we mnie nadzieja. Skręcam w lewo. Ścieżka wije się pośród gęstego listowia. Nagle otwiera się przede mną przestrzeń rozległej polany. Z trzech stron zamknięta ścianą drzew. Od strony zachodniej dostrzegam linię brzegową wyspy. Jakże odmienne jest to miejsce od tego, co widziałem tu dotychczas. Wokół ani jednej przyczepy, żadnych domków. Totalne odludzie. Już wiem, gdzie spędzę najbliższe kilkadziesiąt godzin. I nie przeszkadza mi, że trawa jest wysoka po pas, że brak tu plaży z prawdziwego zdarzenia, nie ma pomostu. Urzeka mnie spokój i cisza panujące niepodzielnie w tym miejscu. Jedyny „hałas” to nieustanny świergot ptaków w koronach drzew.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001417410.jpg medium=http://s5.postimg.org/yzjkbomyv/SJA_08a.jpg large=http://s5.postimg.org/yzjkbomyv/SJA_08a.jpg group=25050][/gimg]
Fot.15 - Pole namiotowe nr 9.

Jako, że powoli zbliża się wieczór, szybkim krokiem podążam w kierunku recepcji, gdzie zostawiłem swoje bagaże. Po drodze spostrzegam tabliczkę z napisem „pole nr 10”. Z ciekawości zaglądam i tam. Pojedynczy domek, obok stolik. Nieopodal zapas drewna na opał. Przyjemna miejscówka. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku nie zasiedlona. Za domkiem dostrzegam ścieżkę. Wiedzie ona ku pomostowi, który przecina linię trzcin i pozwala rozkoszować się widokiem na Jeziorak w kierunku północnym. Już wiem, gdzie spędzę jutrzejszy poranek.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001418617.jpg medium=http://s5.postimg.org/ilzksj6tj/SJA_07.jpg large=http://s5.postimg.org/ilzksj6tj/SJA_07.jpg group=25050][/gimg]
Fot.16 - Polana i skrzyżowanie ścieżek wiodących na pola nr 9 i 10.

Spacerując wzdłuż północnego brzegu mijam jeszcze jedno miejsce campingowe (także puste o tej porze), ale nie poświęcam mu już swojej uwagi. Po prawej stronie dostrzegam strome zbocze, u stóp którego wije się ścieżka, którą właśnie podążam. „Zapewne to północna ściana słynnego grodziska” – myślę w duchu. To miejsce także planuję obejrzeć w dniu jutrzejszym.

Docieram do recepcji. Oznajmiam jednoznacznie, że interesuje mnie wyłącznie pole nr 9 i tam właśnie się osiedlę. Pani przyjmuje moją deklarację z pełną wyrozumiałością i zrozumieniem. Zabieram swoje zabawki i wracam na z góry upatrzoną pozycję.

Rozbicie namiotu idzie mi nad wyraz szybko. Przypominają mi się stare czasy. Obozy harcerskie, moje wypady z ojcem nad jeziora leżące nieopodal mojego rodzinnego Choszczna… Ileż wtedy trzeba było się napracować, żeby w miarę komfortowo spędzić ten czas. Wydawało się, że namiot i materace ważą ze 100 kg. A dziś? Dwuosobowy namiocik konstrukcji tunelowej + samopompujący materac + śpiwór ważą razem niecałe 5 kg. Mieszczą się swobodnie w plecaku. Wagowo stanowią zaledwie czwartą część mojego wyposażenia.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001419796.jpg medium=http://s5.postimg.org/khmd3ovnr/SJA_08b.jpg large=http://s5.postimg.org/khmd3ovnr/SJA_08b.jpg group=25050][/gimg]
Fot.17 - Namiot rozstawiony pośród wysokich traw.

Po dwudziestu minutach jestem już całkowicie urządzony. Nie mam już ochoty na podgrzewanie posiłku. Zadowalam się kanapką i kilkoma łykami ice-tea sprzedawanej w każdym hipermarkecie.
Nadchodzi wieczór. Zmierzch powoli opanowuje okolicę. Czas ten spędzam siedząc przy brzegu wyspy, spoglądając na zachodzące właśnie słońce, w którego ostatnich promieniach woda Jezioraka mieni się różnymi kolorami. Po tafli jeziora suną ostatnie żaglówki szukając przyjaznego zakątka, w którym mogłyby przeczekać zbliżającą się noc.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25050_20170113001421206.jpg medium=http://s5.postimg.org/6rwf8mxxj/SJA_09a.jpg large=http://s5.postimg.org/6rwf8mxxj/SJA_09a.jpg group=25050][/gimg]
Fot.18 - Mój pierwszy zachód słońca obserwowany z Bukowca.

Rozlegająca się wokół ciemność wygania mnie do namiotu. Czeka mnie noc pod namiotem – pierwsza taka noc od ponad dwudziestu lat…
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:34   

ROZDZIAŁ 4

Pierwsza noc na wyspie * Czy na wyspie są dziki? * Świt na pomoście


Zmęczenie daje o sobie znać. Zanim jednak udam się na spoczynek, muszę zrobić jeszcze jedną rzecz. Już wcześniej postanowiłem sobie, że chciałbym obejrzeć wschód słońca. Wysyłam SMS-a do Gienka, żeby uzyskać stosowne informacje. Czasami Gienek staje na wysokości zadania. Bezbłędnie sprawdza w internecie i podaje mi dokładną godzinę. 4:14. No trudno. Nie pośpię za długo. Ustawiam budzik na 3:45 i próbuję zasnąć. Do snu kołysze mnie koncert w wykonaniu setek żab zamieszkujących okoliczne trzciny.

Otwieram gwałtownie oczy. Nic nie widzę. Panuje całkowita ciemność. Na zegarku jest pierwsza w nocy. Czemu się obudziłem? Co się dzieje?
Leżę nieruchomo. Jest tak cicho, że wydaje mi się, że mój oddech słychać w promieniu kilkudziesięciu metrów. Niemal instynktownie próbuje w ogóle nie oddychać. Nagle tą wszechogarniającą ciszę przerywa jakiś szmer. Nasłuchuję uważnie. Nie. To nie pomyłka. Na zewnątrz coś się porusza. Co to może być? Człowiek? Zwierzę? Może zdziczały pies? Przez głowę przelatuje szereg chaotycznych myśli – jedna gorsza od drugiej. Przypomina mi się rozmowa z panią pilnującą wejścia na wyspę. Zostałem ostrzeżony, że w tym rejonie mogę natknąć się na zwierzęta, które tu zamieszkują. Głównie są to sarny, choć kiedyś zdarzyło się, że zawieruszył się tu także dzik. Nasłuchuję uważnie. Nie słyszę charakterystycznego chrząkania. Może to jednak sarna?... Czas płynie. Trzeba coś zrobić. Nie można tak leżeć i nasłuchiwać do samego rana. Podejmuje decyzję… Zapalam światło. Mam nadzieję, że zwrócę tym na siebie uwagę. Zaczynam miarowo uderzać dłonią w ściankę namiotu. Osiągam zamierzony efekt. Podejrzane szelesty nasilają się. Słyszę odgłos stworzenia przedzierającego się przez gęstwinę. Dźwięki niewątpliwie oddalają się.
Po kilkudziesięciu sekundach ostrożnie wychylam się z namiotu. Oczy przez chwilę przyzwyczajają się do ciemności. Rozglądam się wokół. Nic podejrzanego się nie dzieje. Wokół znowu panuje cisza.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25051_20170113001422545.jpg medium=http://s5.postimg.org/gezxicqx3/SJA_10.jpg large=http://s5.postimg.org/gezxicqx3/SJA_10.jpg group=25051][/gimg]
Fot.19 - Hotel "pod gwiazdami".

Skoro już nie śpię, decyduję się na zrobienie kilku nocnych zdjęć. Nie trwa to długo. Trzeba wykorzystać każdą chwilę, żeby odespać trudy dnia poprzedniego.

Zgodnie z planem wstaję za piętnaście czwarta. „Po co ja to robię? Przecież mam wolne. Mogę dziś spać tak długo, jak mi się chce.” Wewnętrzny opór jednak nie trwa długo. Sprzęt foto został już przygotowany. Wystarczy się ogarnąć i można iść.

Poranna trawa jest mokra. Powietrze rześkie. Świat jeszcze jest pogrążony we śnie. Docieram do pomostu. Chwila jest idealna. Słońca jeszcze nie ma. Ale niebo mieni się głębokim pomarańczowym kolorem.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25051_20170113001423437.jpg medium=http://s5.postimg.org/5e4sdbyo7/SJA_11.jpg large=http://s5.postimg.org/5e4sdbyo7/SJA_11.jpg group=25051][/gimg]
Fot.20 - Tuż przed wschodem słońca.

Woda, niczym lustro, przyjmuje tą samą barwę. O dziwo, całe moje otoczenie – drzewa, trzciny, nawet pomost – wszystko zmienia swoją barwę. Wydaje się, jakby każdy element wszechświata chciał wchłonąć pierwsze pojawiające się na horyzoncie promienie słoneczne. Gdzieś pośród tej wszechogarniającej pomarańczowości przebija się biała plama. Acha… To łabędź udający się zapewne na poranny żer.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25051_20170113001424340.jpg medium=http://s5.postimg.org/tmzbbaog7/SJA_13.jpg large=http://s5.postimg.org/tmzbbaog7/SJA_13.jpg group=25051][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25051_20170113001425462.jpg medium=http://s5.postimg.org/eogwgv9dz/SJA_14.jpg large=http://s5.postimg.org/eogwgv9dz/SJA_14.jpg group=25051][/gimg]
Fot.21,22 - W porannym słońcu wszystko mieni się kolorem pomarańczowym.

Siadam na pomoście i podziwiam widok, którego nie widziałem już od bardzo wielu lat. Czas płynie wolno, lecz nieubłaganie. Około 4:30 wracam do namiotu.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25051_20170113001426555.jpg medium=http://s5.postimg.org/6o2lsdsg7/SJA_15.jpg large=http://s5.postimg.org/6o2lsdsg7/SJA_15.jpg group=25051][/gimg]
Fot.23 - Poranna mgła spowija przystań.

Po drodze słyszę, że ciszę zakłóca cichy równomierny dźwięk. Brzmi znajomo. To po wodzie leniwie sunie łódka z dwoma wędkarzami. A więc nie tylko ja zerwałem się dziś tak wcześnie.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25051_20170113001427898.jpg medium=http://s5.postimg.org/aad0iro7b/SJA_16.jpg large=http://s5.postimg.org/aad0iro7b/SJA_16.jpg group=25051][/gimg]
Fot.24 - Wędkarze także wstają bardzo wczesną porą.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:34   

ROZDZIAŁ 5

Śniadanie * Grodzisko


Po porannej wycieczce nie mam problemów z zaśnięciem. Budzę się, gdy słoneczko jest już wysoko nad horyzontem. Wokół rozbrzmiewa już ptasi świergot, przerywany od czasu do czasu zniekształconymi odgłosami ludzkimi, które woda niesie z przepływających nieopodal jachtów.
Czas na pierwszy biwakowy posiłek. W końcu jest okazja wypróbować maszynkę do gotowania. Prosta konstrukcja zasilana paliwem stałym, które spala się bezwonnie i bezdymowo. Nie pozostawia śladów w postaci popiołu – rozwiązanie idealne w warunkach biwakowych.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001429371.jpg medium=http://s5.postimg.org/g5fdvpv7r/SJA_51.jpg large=http://s5.postimg.org/g5fdvpv7r/SJA_51.jpg group=25052][/gimg]
Fot.25 - Biwakowy zestaw śniadaniowy.

Podpalam kostkę i nastawiam wodę. Ufff… Udaje się na jednym wkładzie paliwa doprowadzić wodę do wrzenia. Pozostaje tylko zalać kawę. Śniadanie składa się z kanapek obficie smarowanych nieśmiertelnym pasztetem. Wszystko zapijam kawą, która w tych warunkach smakuje podwójnie.

Po śniadaniu wyruszam na rozpoznanie północnego rejonu wyspy. Przemieszczam się znajomą ścieżką. Odbijam w lewo, by jeszcze raz, już w świetle dziennym, rzucić okiem ze znajomego pomostu na północny brzeg wyspy.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001430728.jpg medium=http://s5.postimg.org/4h7jvy1xj/SJA_31a.jpg large=http://s5.postimg.org/4h7jvy1xj/SJA_31a.jpg group=25052][/gimg]
Fot.26 - Widok na północny brzeg wyspy z pomostu przy stanowisku nr 10.

Następnie wracam na ustalony szlak i kieruję się na wschód. Po kilku minutach docieram do podnóża nasypu grodziska. Od strony północnej sprawia ono wrażenie dosyć stromego. Podejmuję jednak wyzwanie i wspinam się na jego szczyt.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001431825.jpg medium=http://s5.postimg.org/bbhulmukn/SJA_32.jpg large=http://s5.postimg.org/bbhulmukn/SJA_32.jpg group=25052][/gimg]
Fot.27 - Ścieżka biegnąca wzdłuż północnego brzegu wyspy. Widoczny północny stok wzgórza grodziska.

Przyznam, że miałem wcześniej troszkę inne wyobrażenie o tym, co określa się mianem „grodziska”. Wyobrażałem sobie coś na kształt grodu Mirmiła z komiksów o przygodach Kajka i Kokosza . Rzeczywistość okazała się dużo skromniejsza. Grodzisko okazało się być niewielkim wzniesieniem ze ściętym wierzchołkiem. Bardziej skojarzyło mi się z kurhanem.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001433455.jpg medium=http://s5.postimg.org/lx6bbdq9z/SJA_33.jpg large=http://s5.postimg.org/lx6bbdq9z/SJA_33.jpg group=25052][/gimg]
Fot.28 - Widok ze szczytu wzgórza na północna stronę wyspy.

Wierzchołek otoczony jest śladowym wałem, za którym widać pozostałości rowu (fosy?). Otaczała ona to wzniesienie z trzech stron (od strony północnej ochronę stanowiła stromość wzgórza).
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest flora w tym rejonie. Otóż bujnie kwitnące w gorącym czerwcowym okresie trawy nie obejmują obszaru samego wzgórza. Podczas, gdy wokół panuje wszechogarniająca zieleń, na szczycie wzgórza i wokół niego prym wiedzie brunatny brąz. Odcina się on bardzo wyraźną granicą w rejonie dawnego rowu (fosy?). Bardzo ciekawe zjawisko – nie wiem czy ma ono stały charakter czy też wynika z innych okresowych czynników.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001434925.jpg medium=http://s5.postimg.org/mt2sqtzyf/SJA_36a.jpg large=http://s5.postimg.org/mt2sqtzyf/SJA_36a.jpg group=25052][/gimg]
Fot.29 - Pozostałości rowu (fosy?) od południowej strony grodziska. Stanowi on naturalną granicę pomiędzy bujną zielenią dominującą na terenie wyspy i charakterystyczną brunatną ściółką pokrywającą teren grodziska.

O samym grodzisku wiadomo mi niewiele. Informacje wygrzebane wcześniej w internecie są raczej skromne. Badania archeologiczne datują je na X-XIII wiek. Jego twórcami byli zamieszkujący te tereny Prusowie (Pomezanie).
Bardzo wiele ciekawych informacji o wyspie i grodzisku można wyczytać w wywiadzie przeprowadzonym przez Bartosza R. z kierownikiem badań archeologicznych, prof. dr hab. Zbigniewem Kobylińskim z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, który prowadzi tu badania w ramach programu „Katalog grodzisk Warmii i Mazur”.
Zainteresowanych odsyłam do artykułu:

Wywiad z prof. Kobylińskim

Osobną historią są groby znajdujące się na terenie grodziska. W zasadzie tylko jedna rzecz jest w tym wypadku pewna: występują tu cztery groby.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001436454.jpg medium=http://s5.postimg.org/yh1fz4eh3/SJA_34.jpg large=http://s5.postimg.org/yh1fz4eh3/SJA_34.jpg group=25052][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001437809.jpg medium=http://s5.postimg.org/nst3mjf47/SJA_35a.jpg large=http://s5.postimg.org/nst3mjf47/SJA_35a.jpg group=25052][/gimg]
Fot.30,31 - cztery groby znajdujące się na terenie grodziska.

Pierwszą informację dotyczącą osób tu pochowanych otrzymuję od ludzi zajmujących niewielką polankę na północny-zachód od grodziska. Twierdzą oni, że pochowano tam matkę przedwojennego właściciela wyspy (pani Preuss), jednego żołnierza niemieckiego oraz dwóch żołnierzy radzieckich. Napis na jednym z krzyży („Bukowiec 1945”) zdaje się potwierdzać tą teorię.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25052_20170113001439379.jpg medium=http://s5.postimg.org/qydpcqxqf/SJA_35.jpg large=http://s5.postimg.org/qydpcqxqf/SJA_35.jpg group=25052][/gimg]
Fot.32 - Napis "Bukowiec 1945" na jednym z krzyży.

W wyżej wymienionym artykule natknąłem się na wzmiankę, że było to dwóch żołnierzy niemieckich i jeden radziecki. Natomiast na stronie internetowej skupiającej miłośników Jerzwałdu ukazała się zupełnie odmienna informacja. Pozwolę sobie zacytować wpis forowiczki Doroty:

Na półwyspie Bukowiec (tym koło Wieprza) znajdują się obecnie 4 groby:
1. robotnika przymusowego z Rosji - Stefana (nie znamy jego nazwiska), który powiesił się, gdy do Wieprza weszli Rosjanie. Był on oficerem w Armii Kołczaka.
2. pani Preuss z Insterburga (niespokrewnionej z tutejszymi Preussami). Zakatowaną na śmierć przez bandę wyrostków, którzy wraz z Rosjanami okradali miejscowych Sami pochodzili z niemieckiej rodziny Laukstin /lub Laugstin/. Ich ojciec był komunistą. Za Hitlera ponoć nawet siedział za to w więzieniu. Potem został zamordowany przez Rosjan, a synowie skumplowali się z Rosjanami - ku utrapienu mieszkańców Weepers.
3 i 4. Dwa groby: matki i żony Gratzkiego - poprzedniego (przed Preussami) właściciela wyspy
Był jeszcze grób niemieckiego żołnierza, którego wpół zamarznięte zwłoki odnalazł Walter Preuss i pochował je. Grób tego żołnierza przeniesiony został na cmentarz żołnierzy niemieckich w latach dziewięćdziesiątych.


Powyższy cytat pochodzi z forum:
Forum Jerzwałd

Zawarte tu informacje są nad wyraz szczegółowe, lecz kompletnie różnią się od tych podawanych przez okolicznych ludzi oraz archeologa. Na chwilę obecną trudno mi stwierdzić, które informacje są najbardziej wiarygodne…
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
Ostatnio zmieniony przez Konfiturek 2015-03-03, 20:52, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:35   

ROZDZIAŁ 6

Obiad * Popołudnie na polance


Z terenu grodziska postanowiłem przedrzeć się „na skróty” do jedynego punktu gastronomicznego na wyspie, który leży na wschodniej części wyspy.
Kierując się wskazaniami kompasu ruszam w kierunku południowo-wschodnim. U południowego podnóża wzgórza napotykam ogrodzenie z siatki. Wewnątrz teren wygląda na niezagospodarowany. Ale to tylko złudzenie. Jak się później okazuje, jest to teren szkółki leśnej. Ogrodzenie chroni młody drzewostan przed zwierzętami i nieodpowiedzialnymi turystami.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001440635.jpg medium=http://s5.postimg.org/7j2xjn4g7/SJA_37.jpg large=http://s5.postimg.org/7j2xjn4g7/SJA_37.jpg group=25053][/gimg]
Fot.33 - Teren szkółki leśnej (widok od strony grodziska).

Roślinność wokół mnie staje się coraz gęściejsza. Czuję się, niby Indiana Jones przedzierający się przez puszczę amazońską. Brakuje mi tylko maczety. Pośród gęstego listowia zauważam ptaki, które chronią się tutaj przed działaniem promieni słonecznych.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001441858.jpg medium=http://s5.postimg.org/8b5liu8nb/SJA_38.jpg large=http://s5.postimg.org/8b5liu8nb/SJA_38.jpg group=25053][/gimg]
Fot.34 - Ptaki pośród gęstego listowia szukają osłony przed słońcem.

Powietrze jest gorące i suche. Normalnie przebycie odcinka pomiędzy grodziskiem i sklepikiem zajęłoby około 15 minut. W związku z tym, że w zasadzie nie spieszy mi się, a siły przyrody wywierają na mnie duży wpływ, uderzając mnie co rusz jakąś zabłąkaną gałązką w twarz, czynność ta zajęła mi ponad pół godziny. Przy okazji poznaję na własnej skórze, jak natrętne potrafią być muszki, które całymi rojami tkwią w powietrzu w jedynych możliwych do przejścia miejscach. Jakby tylko czekały na sposobność rzucenia się na każdą przechodzącą istotę.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001442817.jpg medium=http://s5.postimg.org/g7q2r2k3r/SJA_39.jpg large=http://s5.postimg.org/g7q2r2k3r/SJA_39.jpg group=25053][/gimg]
Fot.35 - Roje muszek, tak często opisywanych przez Nienackiego, tylko czekają na swoją ofiarę, którą bezlitośnie kąsają.

Sklepik nie jest zbytnio oblężony. Przy stolikach siedzi jakieś małżeństwo z dzieckiem. Nieco dalej kilka młodych osób raczy się piwem. Przy ladzie swoje zamówienie składa jakiś wyrośnięty osobnik. 100 kilo żywej wagi, szerokie bary, jakieś tatuaże na ramionach. „Dryblas” – to pierwsze skojarzenie, które przyszło mi do głowy. Ustawiłem się w kolejce za nim i zamówiłem nieśmiertelną zapiekankę oraz piwo.
Przysiadłem przy najbliższym wolnym stoliku i oczekując na zapiekankę zacząłem sobie przeglądać w aparacie swoje poranne zdjęcia.
- Zaje…sty łabądek… - usłyszałem nagle z tyłu
Zerkam kątem oka. No tak… Któżby inny… Dryblas… Stoi za mną z piwem w ręku i spogląda na mój aparat, gdzie akurat na wyświetlaczu widniało rzeczone ptactwo.
„Cholercia… Mogłem, zamiast szkieł kontaktowych, założyć okulary…” – dziwne myśli zaczynają kłębić się w mojej głowie…
- A ty czemu tak łazisz po tej wyspie i cykasz foty?” – kontynuuje Dryblas.
„Ciekawe, czy uderzyłby okularnika…” – ciągle mi trudno wykrztusić coś sensownego. Zamiast tego wpatruję się z jakąś dziwną fascynacją w nalepkę na swojej butelce piwa.
- Laski focisz? Czy za zwierzaczkami biegasz?
„Dlaczego nie wziąłem okularów?”
- Ja też lubię czasem coś cyknąć. – uparcie drąży temat Dryblas. – Mój brat ma taką samą lustrzankę. Ale on pracuje w Ameryce… Ja mam zwykłego kompakta…
Od słowa do słowa udało się jakoś zejść z tematu moich podbojów fotograficznych pośród gąszczy wyspy. Zeszliśmy na tematy „normalniejsze”. Nieoczekiwane spotkanie zakończyło się bez mordobicia, a ja przekonałem się, że nie każdy wytauowany Dryblas leci od razu z pięściami na bogu-ducha-winnych ludzi.
Otrzymałem w końcu wyczekiwaną zapiekankę, którą pochłonąłem w „tri miga” bez żadnych ceregieli i konwenansów. Najważniejsze jednak, że udało się zdobyć pół chleba. Z tym ważnym trofeum wróciłem na swoją polankę.

Po południu postanowiłem odwiedzić jeszcze raz malowniczą plażę znajdującą się po przeciwnej stronie wyspy. Spakowałem zestaw podręczny w postaci ręcznika i butelki złocistego trunku i ruszyłem na wyprawę. Niestety, tym razem szczęście mi nie dopisało. W międzyczasie teren malutkiego cypla został zaanektowany przez jakąś rodzinę. Zadomowili się w tym miejscu blokując wejście na swój teren samochodem oraz namiotem.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001443433.jpg medium=http://s5.postimg.org/zdyogib7r/SJA_31.jpg large=http://s5.postimg.org/zdyogib7r/SJA_31.jpg group=25053][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001444648.jpg medium=http://s5.postimg.org/rcafylsg7/SJA_27.jpg large=http://s5.postimg.org/rcafylsg7/SJA_27.jpg group=25053][/gimg]
Fot.36,37 - Spacerując po wyspie trzeba uważnie patrzeć pod nogi, żeby nie skrzywdzić któregoś z jej małych mieszkańców.

Pozostało więc wrócić na swoją polankę, gdzie rozłożyłem ręcznik, na którym spędziłem popołudniowe i wieczorne godziny uzbroiwszy się uprzednio w aparat fotograficzny i zapas złocistego trunku. Tak siedząc i rozmyślając zdałem sobie nagle sprawę, że nie pamiętam już, kiedy ostatnio udało mi się spędzić dłużej niż kilka minut będąc otoczonym wyłącznie odgłosami przyrody. Całe życie spędzone w mieście, pośród tłumów ludzi, pędzących aut i hałaśliwych tramwajów, wywarło niezatarte piętno, które sprawiało, że w tym cichym, odległym od domu miejscu, poczułem się jak intruz w obcym świecie.

Co jakiś czas niedaleko brzegu wyspy przemyka jakaś żaglówka. Wiatr jest dosyć silny, więc nikt nie używa silników. Dzięki temu wyraźnie słychać nawet odgłosy rozmów toczonych na pokładach. Niektórzy dostrzegają mnie pośród listowia i życzliwie machają. Ja odwzajemniam się tym samym, czasem uwieczniam ich na zdjęciu.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001445699.jpg medium=http://s5.postimg.org/kjeog2r0n/SJA_42.jpg large=http://s5.postimg.org/kjeog2r0n/SJA_42.jpg group=25053][/gimg]
Fot.38 - Panning jachtów - nowa dyscyplina fotografii?

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001447123.jpg medium=http://s5.postimg.org/x5toqnivb/SJA_45.jpg large=http://s5.postimg.org/x5toqnivb/SJA_45.jpg group=25053][/gimg]
Fot.39 - Jeden z jachtów przepływających koło Bukowca.

Kilkukrotnie ciszę przerywa ostry jęk silnika motorówki. Niestety, nie wszyscy wczasowicze są miłośnikami ciszy. Motorowodniaków jest niewielu. Jednak potrafią zwrócić na siebie uwagę. Rozpędzają się do maksymalnych prędkości. Czasem „kręcą bączki” pływając w kółko.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001448438.jpg medium=http://s5.postimg.org/95wqim5vr/SJA_47.jpg large=http://s5.postimg.org/95wqim5vr/SJA_47.jpg group=25053][/gimg]
Fot.40 - Po Jezioraku można przemieszczać się także w taki sposób. Tylko po co?

Kroku próbują dotrzymać im miłośnicy jet-ski. Wygląda na to, że ich rywalizacja polega głównie na tym, kto potrafi wygenerować większy hałas.
Czas płynie leniwie do przodu. Nieuchronnie zbliża się kolejny wieczór. Przygotowuję się do kolejnej nocy nie zapominając o kolacji. Świadomość, że jest to mój ostatni wieczór na Bukowcu i jutro znowu muszę wracać do miasta, troszkę mnie przytłacza.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25053_20170113001449277.jpg medium=http://s5.postimg.org/z6otp84ef/SJA_52a.jpg large=http://s5.postimg.org/z6otp84ef/SJA_52a.jpg group=25053][/gimg]
Fot.41 - Mój ostatni zachód słońca na Bukowcu.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
Ostatnio zmieniony przez Konfiturek 2015-03-03, 20:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:35   

ROZDZIAŁ 7

Kolejna noc na wyspie * Ostatni poranek


Kolejny wieczór w namiocie mija spokojnie. Spędzam go czytając e-booka „Nowych przygód Pana Samochodzika”. Wszechogarniająca cisza przerywana jedynie zgodnym chórem żab oraz charakterystyczny posmak powietrza, tak odmienny od wielkomiejskiego, sprawiają, że lekturę czyta się wyjątkowo łatwo i przyjemnie.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25054_20170113001450487.jpg medium=http://s5.postimg.org/mtbzibepz/SJA_52.jpg large=http://s5.postimg.org/mtbzibepz/SJA_52.jpg group=25054][/gimg]
Fot.42 - Nocna lektura "Nowych przygód..."

Tym razem lektura fascynuje mnie z innego względu. Tak niedoceniane przeze mnie opisy miejsc i przyrody „smakują” zupełnie inaczej, kiedy czyta się je w takich okolicznościach. Pochłaniam książkę fascynując się zupełnie innymi jej walorami. Zasypiam późną nocą z głową przepełnioną prozą Nienackiego…

Niedzielny poranek przynosi niewesołe myśli. Niestety, kończy się moja przygoda z Bukowcem. Szybkie poranne śniadanie poprzedza to, co nieuniknione, czyli składanie namiotu.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25054_20170113001451362.jpg medium=http://s5.postimg.org/hoxqxekp3/SJA_17.jpg large=http://s5.postimg.org/hoxqxekp3/SJA_17.jpg group=25054][/gimg]
Fot.43 - Śniadanie na Bukowcu

Moje przenośne domostwo znika w mgnieniu oka. Przy okazji okazuje się, że oprócz mnie, użyczyło także schronienia innym mieszkańcom wyspy. Kolorową linkę odciągową upodobał sobie niewielki pajączek. Miałem więc przy wejściu ekologiczną łapkę na komary… Za to spod tropika, ku mojemu zdziwieniu, znienacka czmychnął zwinny zaskroniec. No ładnie… Ciekawe, co by to było, jakby chciał zadomowić się wewnątrz namiotu…

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25054_20170113001452596.jpg medium=http://s5.postimg.org/nk4po3h3b/SJA_54.jpg large=http://s5.postimg.org/nk4po3h3b/SJA_54.jpg group=25054][/gimg]
Fot.44 - Zaskroniec - jeden z nieproszonych gości, który upodobał sobie mój namiot.

Kiedy zjadłem poranny posiłek i złożyłem namiot, postanowiłem jeszcze poszukać słynnego miejsca, w którym Lisia Skórka schował torbę z mapą Wacka Krawacika. Nienacki na kartach książki pozostawił dosyć szczegółową wskazówkę:

"A Roman wciąż usiłował dopiec Frankowi:
- Chciałeś tę mapę, Franek? Myślałeś na niej zarobić. Ale na mądrzejszego trafiłeś. Czy wiesz, gdzie była ta mapa? Teraz ci mogę powiedzieć, bo już sprawa nieaktualna. Ona leżała pod twoim nosem. W lisiej jamie, w korzeniach tego suchego drzewa na Bukowcu, gdzie kiedyś mieliśmy swój biwak."


"Przed nami leżała już wyspa Bukowiec z jej osiedlami domków kempingowych, przystaniami i osadami namiotów. Czarny Franek doradził mi, abym dopłynął do wyspy od strony zachodniej, to jest od wielkiej wody Jezioraka.
- Widzi pan to duże suche drzewo pod górką? - wskazał mi ręką kierunek. – Tam właśnie mieliśmy swój biwak.
- Nie będziemy wyjeżdżać na brzeg. Tu pełno turystów i wczasowiczów. Nie chciałbym zwracać uwagi na wehikuł. Niech myślą, że to trochę dziwaczna motorówka. Dobijemy do brzegu i wyskoczymy na płyciznę.
U zachodniego brzegu zobaczyliśmy szereg wyciągniętych na brzeg kajaków, na głębszej wodzie cumowało kilka łodzi motorowych i nieduży jachcik. Ostatnio zapanowała moda pływania na tratwach, na przeróżnych pontonach, na dziwacznie skonstruowanych łodziach. Na nikim więc nie zrobił wrażenia widok motorówki z tępym dziobem i reflektorami.
Nie spiesząc się, aby nie zwracać niczyjej uwagi, pomaszerowaliśmy do suchego drzewa. Między korzeniami dostrzegłem dwie dziury, pozostałość po lisiej jamie. Czarny Franek przyklęknął i wsunął głęboko rękę w pierwszą, a potem w drugą dziurę."


Moje nadzieje dosyć szybko legły w gruzach. Przy zachodnim brzegu wyspy raczej trudno znaleźć miejsce, przy którym można by było wyciągać z wody kajaki i łodzie. Ten rejon jest opanowany przez gęstą roślinność wodną. Trudno tu nawet dopatrzeć się czegoś na kształt małej plaży. Suchego drzewa u stóp wzniesienia także nie uświadczyłem. No cóż… Nie wszystkie miejsca opisane w książce muszą zgadzać się z rzeczywistością. Poza tym minęło wiele lat od czasu, kiedy działa się akcja powieści. Może wtedy te tereny były lepiej przygotowane dla turystów-wodniaków?

Z poczuciem niedosytu wracam na polankę, by wziąć ręcznik i przybory do mycia. W końcu kiedyś trzeba wrócić między ludzi. A ci mogą nie wykazać się zrozumieniem dla kogoś, kto przez ostatnie kilkadziesiąt godzin przebywał z dala od prysznica i wanny.
Na wyspie funkcjonuje jedna komora prysznicowa, która, po uiszczeniu drobnej opłaty, jest dostępna dla każdego wczasowicza. Korzystam więc z tej dogodności, by przed wyjazdem doprowadzić się do względnego porządku. Choć z drugiej strony prześladuje mnie myśl, że jest to działanie bezcelowe. Czeka mnie przecież ponad siedmiokilometrowy spacer z pełnym obciążeniem. Nie sądzę, że po jego odbyciu ktoś rozpozna, że się dziś kąpałem… No ale przynajmniej trzeba spróbować.
I tu nastąpił przysłowiowy cud. Otóż pani pilnująca wejścia na wyspę, świadoma mojego problemu, zupełnie bezinteresownie i bez mojej wiedzy, rozpytała się pośród wszystkich zmotoryzowanych wczasowiczów, czy ktoś dzisiaj nie wraca w kierunku Gdańska. I okazało się, że jedna rodzina przebywająca w północnej części (a więc niedaleko mnie) wraca dzisiaj po południu autem do Malborka. Kiedy się o tym dowiedziałem, nie potrafiłem kryć radości. Czy może być lepsze zakończenie przygody, niż podróż autem z życzliwymi ludźmi? Radośnie pogwizdując wróciłem na swoją polankę podelektować się dodatkowymi chwilami, które właśnie zostały mi dane – bo zamiast wyruszać w drogę przed południem, mogłem pozostać na wyspie do godziny 16:00…
Całe przedpołudnie i wczesne godziny popołudniowe spędzam na swojej polance wpatrując się w przepływające jachty.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25054_20170113001453683.jpg medium=http://s5.postimg.org/5xs95kjlz/SJA_45a.jpg large=http://s5.postimg.org/5xs95kjlz/SJA_45a.jpg group=25054][/gimg]
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25054_20170113001454687.jpg medium=http://s5.postimg.org/y997ove4n/SJA_41.jpg large=http://s5.postimg.org/y997ove4n/SJA_41.jpg group=25054][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25054_20170113001455821.jpg medium=http://s5.postimg.org/bgusmsgnb/SJA_44.jpg large=http://s5.postimg.org/bgusmsgnb/SJA_44.jpg group=25054][/gimg]
Fot.45,46,47 - Jachty przepływające od zachodniej strony Bukowca.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:36   

ROZDZIAŁ 8

Wyjazd * Ponowna epopeja z PKP


Zgodnie ze zmodyfikowanym planem opuszczamy wyspę około godziny 16:00. Trasę długości około 65 km pokonujemy w niecałe półtorej godziny. Drogi są tu, niestety, mocno zaniedbane. Podróż wypełniają nam rozmowy. Moich nowych znajomych najbardziej interesuje fakt, skąd się wziąłem na wyspie. Wystarczyło, że podałem hasło „Nienacki”. Tytuł odpowiedniej książki sami już znali. Byłem ciekawy ich reakcji. Bądź co bądź, nie na co dzień spotkać można prawie 40-letniego faceta zafascynowanego prozą młodzieżową na tyle, żeby wyruszyć z namiotem w leśne ostoje, śladem swoich ulubionych powieści. Bardzo szybko się okazało, że twórczość Nienackiego nie jest im obca, choć dawno do niej nie sięgali. Ja dowiedziałem się od nich m.in. o regularnej bytności archeologów na Bukowcu w ramach szeroko zakrojonego planu opisu grodzisk na tych ziemiach.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25055_20170113001457806.jpg medium=http://s5.postimg.org/4ro96rvbb/SJA_48.jpg large=http://s5.postimg.org/4ro96rvbb/SJA_48.jpg group=25055][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25055_20170113001458949.jpg medium=http://s5.postimg.org/wlennypmv/SJA_49.jpg large=http://s5.postimg.org/wlennypmv/SJA_49.jpg group=25055][/gimg] [gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25055_20170113001500026.jpg medium=http://s5.postimg.org/4mp3auddz/SJA_50.jpg large=http://s5.postimg.org/4mp3auddz/SJA_50.jpg group=25055][/gimg]
Fot.48,49,50 - Ostatnie spojrzenie na Kępy Rybackie położone na północny-zachód od Bukowca.

I tak, w miłej i sympatycznej atmosferze, udało mi się dotrzeć do dworca PKP w Malborku. Stąd już przysłowiowy „rzut kamieniem” do Gdańska.
Na dworcu czeka już spora grupa ludzi. Jest to głównie młodzież dojeżdżająca do Gdańska do internatów. Nie zabrakło także przysłowiowego żula, czyli będącego pod sporym wpływem napojów wyskokowych, osobnika. Jak myślicie? Kogo zaczepił? No tak… Mnie…

- Eeee! Żołnierz!... Kopsnij fajkę…
Na początku nie skojarzyłem, że te słowa są skierowane do mnie. Dopiero po chwili zreflektowałem się, że noszę pseudo-wojskową koszulkę i mam plecak. Z daleka faktycznie mogę przypominać wojaka.
- Nie palę… - odpowiadam.
- Acha… No trudno…
Żul przyswoił tą wiadomość i rusza dalej w poszukiwaniu innej ofiary. Jednak po kilku sekundach jakaś myśl dociera do jego zachwianej świadomości.
- Ej! Zara! Jak to, ku…a, „nie palę”? W wojsku nie palisz?? Niemożliwe!...
- No dobra. Nie mam fajek. Skończyły się… - dla świętego spokoju zmieniam zeznania, żeby nie wdawać się w dalsze dyskusje.
Było to rozsądne posunięcie bo żul dał mi spokój i poszedł żebrać fajki od jakiejś 13-14 letniej dziewczyny.
Pociąg zajechał, o dziwo, w miarę punktualnie. Wszyscy zajęli miejsca i rozpoczął się ostatni etap mojej podróży. Wydawało mi się, że moja przygoda właśnie się kończy. Wydawało mi się…
Pokonawszy ponad połowę trasy, skład nieoczekiwanie stanął w szczerym polu. Stało się to gdzieś w okolicach stacji Pszczółki. Nie ukrywam, że wzbudziło to we mnie pewne zaniepokojenie. Było to niedzielne popołudnie, a w zasadzie wieczór, gdyż powoli robiło się ciemno. Zacząłem baczniej rozglądać się wokół. Oprócz mnie, chyba nikt nie przejął się faktem, że stoimy w polu od kilku nastu minut. W wagonie zgasło światło. Otoczyła nas ciemność. Ktoś siedzący nieopodal wyciągnął laptopa i zaczął oglądać film. Ktoś próbuje się gdzieś dodzwonić przez komórkę, ale nie ma zasięgu. Dziewczyna siedząca naprzeciw mnie, ze stoickim spokojem wyciąga kanapki i próbuje czytać książkę używając latarki w swoim telefonie. Próbuję zasięgnąć informacji…
- Nie wiesz, co się stało? To chyba nienormalne, że tak tu stoimy…
- Spoko… Pan się nie stresuje. Na tej trasie to normalka. Znowu pewnie lokomotywa zdechła, bo prądu nawet nie ma. W zeszłym tygodniu to samo było. Musimy poczekać. Niedługo wyślą drugą, to nas popchnie. Tydzień temu tośmy zajechali dopiero w poniedziałek o 4 rano.
- Acha…

Wygląda na to, że dziewczyna ma rację. Wkrótce wzdłuż składu idzie konduktor i informuje, że druga lokomotywa jest już w drodze.
Tym razem mamy szczęście. Lokomotywa wkrótce do nas dociera i z pewnym opóźnieniem, około północy, docieramy bezpiecznie do Gdańska. Z dworca jeszcze tylko czterdzieści minut drogi do domu i około 00:45, po ponad dwudniowej eskapadzie, melduję się z powrotem w domu. W ten sposób zakończyła się moja przygoda z wyspą Bukowiec.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-03, 20:36   

Epilog


Wyprawa ta nie była może szczytowym osiągnięciem turystycznym. W dobie internetu, samolotów i telefonów komórkowych wydawać się może jedynie spacerkiem. Jednak dla mnie miała ona bardzo znaczący charakter. O tym, żeby choć raz spędzić noc pod namiotem przy Jezioraku, marzyłem, odkąd pierwszy raz – jeszcze jako szczeniak – w latach 80-tych, przeczytałem po raz pierwszy „Nowe przygody Pana Samochodzika”. Próbowałem już wtedy ziścić moje marzenia. Jednak proza życia skutecznie mi to uniemożliwiała (kupno namiotu i zebranie niezbędnych funduszy na wyprawę było w tamtych czasach dla takiego małolata jak ja, praktycznie problemem nie do przejścia). Im bardziej to miejsce było dla mnie nieosiągalne (bądź co bądź, mieszkałem na drugim końcu Polski), tym bardziej za nim tęskniłem.
Dopiero teraz, gdy los pracownika-tułacza rzucił mnie w te regiony, moje marzenia mogły się ziścić. Jak mówi stare przysłowie: „lepiej późno niż wcale”…

Mapa miejsc opisanych w relacji:
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/img_25056_20170112134014693.jpg medium=http://s5.postimg.org/xcl5yyw5j/mapa_ok.jpg large=http://s5.postimg.org/lnh6b056t/mapa_ok.jpg group=25056][/gimg]
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
johny
Moderator



Wiek: 45
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8347
Skąd: Łódź

Wysłany: 2015-03-03, 22:27   

Rzuciłem tylko okiem! Mega CZAD!!!! Zazdroszczę!!!
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
GrzegorzCh
Uwielbia przygody



Dołączył: 17 Sty 2014
Posty: 144
Skąd: Wrocław / Pęgów
Wysłany: 2015-03-03, 22:48   

Prawdziwe niedźwiedzie mięso.
_________________
 
 
misia
Zlotowicz



Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 1230
Skąd: miasto Łódź
Wysłany: 2015-03-04, 00:33   

No, też nie mam czasu dokładnie zgłębić lektury i zdjęć, ale muszę tu kiedyś wrócić, bo bardzo fajnie to wszystko wygląda i wiem, że nie będzie to stracony czas :564:
_________________

"Praw­da leży pośrod­ku - może dla­tego wszys­tkim za­wadza" - Arystoteles
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 57
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 5428
Wysłany: 2015-03-04, 08:30   

Jestem w pracy i na razie przejrzałem tylko zdjęcia, tekst przeczytam po południu. Konfiturku, jak to się stało, że dotychczas nie wydałeś żadnego albumu krajoznawczego ? (a może wydałeś ?). Przecież to jest gotowy materiał dla wydawnictwa ! Nawiasem mówiąc, u nas w domu wiszą dwa oprawione zdjęcia autorstwa Konfiturka, jedno nawet w rozmiarach 40x60cm.
_________________
 
 
johny
Moderator



Wiek: 45
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8347
Skąd: Łódź

Wysłany: 2015-03-04, 09:19   

Konfiturku, straciłem (to chyba jednak nie adekwatne słowo) niemalże godzinę w pracy na przeczytanie twojej relacji, choć relacją trudno twój opis nazwać... Jest ona po prostu PIĘKNA... Różne już były tutaj opisy naszych wypraw ale ta jest jedna, jedyna, niepowtarzalna. I tylko zazdrość w serce się wkrada, że nie dane mi było przeżyć czegoś takiego. Choć może nie do końca. Doskonale czuję to o czym piszesz. Będąc nastolatkiem z moim tatą kolegą i jego tatą podróżowaliśmy po Mazurach, noclegi spędzając w aucie marki Wartburg - my, malutkim namiociku - oni. Te niezapomniane chwile biwaków w lesie, nad jeziorem, pozostaną w pamięci do końca mych dni. Wiele było później wakacji, wyjazdów z zagranicą włącznie ale to właśnie tamte wakacje pozostają dla mnie bezkonkurencyjne...
Twoja relacja to również impuls do tego aby wrócić do swoich planów podróży po Mazurach rowerem...
Dziękuj Ci za to co napisałeś! :-)

p.s.
Zdjęcia jak zwykle fantastyczne, no i dodatkowo ten humor.... palce lizać!
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11020
Wysłany: 2015-03-04, 10:00   

Ja to sobie na spokojnie i poczytam i obejrzę dopiero w domu bo w pracy to nawet zdjęcia mi się nie otwierają. :-(
Ale super Konfiturku że wreszcie udało Ci się znaleźć trochę czasu i podzielić się z nami wrażeniami z wyprawy na Bukowiec. Oj jak ja Ci tego zazdrościłem.
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Nietajenko
Forowy Badacz Naukowy
Użytkownik chwilowo nieaktywny



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 938
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2015-03-04, 10:08   

Brawo, kolego Konfiturek! Co prawda tematyka twojej relacji jest mi tyle znana co rokrocznie praktykowana, jednak cieszy fakt, że nie tylko ja w ten sposób przeżywam kontakt z jeziorakowymi okolicznościami. Do tego bardzo zgrabnie opisałeś swoją wyprawę, od formy po didaskalia włącznie. Może się kiedyś spotkamy na zachodniomazurskim szlaku. Powstała ostatnio taka nowa świecka tradycja by raz w roku w lipcu spotykać się w samochodzikowym gronie w Jerzwałdzie. Należy pozwolić tej tradycji trwać i ją pielęgnować.
_________________
Refert non fatigo et consolatoria calceamenta...
Harpagan http://www.harpagan.pl/rajd/
 
 
Yvonne
Moderator



Wiek: 40
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8537
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-03-04, 17:31   

Konfiturku, już wiem, jaka będzie moja lektura na dzisiejszy wieczór :-)

Wygrałeś z Panem Wollnym, którego książki wręcz pochłaniam i właśnie wczoraj zaczęłam czytać "Krew Inków". Ale dzisiaj pierwszeństwo będziesz miał Ty i Twój pamiętnik.

Ale to późnym wieczorem, jak harcerze zasną ;-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
Yvonne
Moderator



Wiek: 40
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8537
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-03-04, 20:45   

Przeczytałam :-)

Konfiturku, wspaniałe wspomnienia z cudownej wyprawy. Jestem pewna, że jeśli zdecydujesz się jednak wydać to w formie albumu, to będzie wyjątkowy album. Twoje zdjęcia przyprawiają o dreszcz, a tekst czyta się wartko i z zaciekawieniem.

Gratuluję serdecznie. Warto czasem poczekać na spełnienie marzeń :-)

I wielkie brawa dla Pani Strażniczki! Takie historie sprawiają, że moja wiara w człowieka rośnie.

Bardzo chciałabym, abyśmy kiedyś spotkali się tam w naszym gronie ...
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
Nietajenko
Forowy Badacz Naukowy
Użytkownik chwilowo nieaktywny



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 938
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2015-03-04, 21:05   

Yvonne napisał/a:
Bardzo chciałabym, abyśmy kiedyś spotkali się tam w naszym gronie ...

W zeszłym roku w lipcu byliśmy tam samochodami. Szkoda że wówczas nie dołączyłaś.
_________________
Refert non fatigo et consolatoria calceamenta...
Harpagan http://www.harpagan.pl/rajd/
 
 
Yvonne
Moderator



Wiek: 40
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8537
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-03-04, 21:08   

Nietajenko napisał/a:
Yvonne napisał/a:
Bardzo chciałabym, abyśmy kiedyś spotkali się tam w naszym gronie ...

W zeszłym roku w lipcu byliśmy tam samochodami. Szkoda że wówczas nie dołączyłaś.


Też żałuję, ale byłam wtedy z harcerzami nad morzem i nie było żadnej możliwości, aby to zmienić.
Morze to obowiązkowy punkt naszych wakacji :-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
VdL
Zlotowicz



Wiek: 48
Dołączył: 29 Maj 2014
Posty: 3121
Skąd: dokąd
Wysłany: 2015-03-04, 23:04   

Konfiturku myślę, że póki co jest to Reportaż Roku.

Czytając Twoją relację czułem się jakbym sam uczestniczył w wyprawie. Klimat wypadu w knieje, dylemat co zabrać i spakować i dialogi oddające klimat itd.
Bardzo dobra wskazówka szczególnie dla młodych, nie mających P.O. - 100 gram alkoholu, ma tyle kalorii, co porządny schabowy - prawidłowy wybór. :564:

Ponadto rewelacyjne zdjęcia, jak zwykle z resztą. Prawie takie same, jak z mojego smartfonu ;-)

P.S.
Nie napisałeś co z Ballentainem, czyżby wrócił do Gdańska :027:
_________________
Ostatnio zmieniony przez PawelK 2015-03-04, 23:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-05, 07:14   

Dziękuję wszystkim za miłe słowa. A tym, którym, pomimo moich ostrzeżeń, udało się przeczytać całość, gratuluję wytrwałości. I dziękuję za wyrozumiałość w temacie moich lingwistyczno-ortograficznych niedoskonałości.
TomaszKu... Branża foto-turystyczno-krajobrazowa to, niestety, nie moja działka. Jeszcze długa droga przede mną w tym temacie.

van de loro - złocisty trunek wyparował w tajemniczych okolicznościach podczas moich wielogodzinnych posiedzeń na polance ;)

Mam nadzieję, że uda nam się w końcu zorganizować zlot (lub minizlot dla namiotowych ortodoksów) w klimatach żaglowo/namiotowych na Jezioraku. I że przynajmniej jeden nocleg wypadnie na Bukowcu... Najlepiej poza sezonem turystycznym.
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
johny
Moderator



Wiek: 45
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 8347
Skąd: Łódź

Wysłany: 2015-03-05, 08:41   

Konfiturek napisał/a:
Mam nadzieję, że uda nam się w końcu zorganizować zlot (lub minizlot dla namiotowych ortodoksów) w klimatach żaglowo/namiotowych na Jezioraku. I że przynajmniej jeden nocleg wypadnie na Bukowcu... Najlepiej poza sezonem turystycznym.

I to jest słuszna koncepcja!!! :564:
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11020
Wysłany: 2015-03-05, 20:32   

Wreszcie udało mi się przeczytać całą relację i obejrzeć wszystkie fotki.
Konfiturku, tylko pozazdrościć wyprawy. Wspaniałe zdjęcia, niesamowita osobista relacja z wyprawy. Szacuneczek Brachu!! :564:
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2015-03-08, 10:15   

Temat "zlotu żaglówkowego" przewijał się już przez forum kilkakrotnie. Nie da się ukryć, że inicjatywa ma sens, gdyby mogło to potrwać około tygodnia. W tym roku program zlotowy powoli robi się nieco ciasny (Bieszczady, Tatry). Poza tym dochodzą inne okolicznościowe spotkania (np. otwarcie Wyspy Złoczyńców). Ja jednak mam nadzieję, że w końcu uda się tą inicjatywę zrealizować.
Nie ukrywam, że z pewną zazdrością obserwowałem załogi żaglówek przemykających obok Bukowca. Chciałbym kiedyś odwiedzić wszystkie te wyspy i wysepki opisane w NPPS. A najlepiej spędzić po jednej nocy na każdej z nich :)
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 11020
Wysłany: 2015-03-08, 10:21   

Konfiturek napisał/a:
Temat "zlotu żaglówkowego" przewijał się już przez forum kilkakrotnie. Nie da się ukryć, że inicjatywa ma sens, gdyby mogło to potrwać około tygodnia. W tym roku program zlotowy powoli robi się nieco ciasny (Bieszczady, Tatry). Poza tym dochodzą inne okolicznościowe spotkania (np. otwarcie Wyspy Złoczyńców). Ja jednak mam nadzieję, że w końcu uda się tą inicjatywę zrealizować.

Też jestem zdania, że tydzień czasu to absolutne minimum na taki zlot. I wierzę, że uda nam się kiedyś spotkać na takim zlocie.
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
mwi
Poszukiwacz przygód


Dołączył: 19 Lis 2015
Posty: 1
Wysłany: 2015-11-19, 23:02   

Konfiturek napisał/a:
Na Bukowiec wiedzie grobla, która powstała w okresie międzywojennym.
Najprawdopodobniej została ona usypana w 1938 roku przez ówczesnego właściciela wyspy – Gratzki’ego.


Zawsze mi się wydawało, że przed wojną groblę usypała rodzina Preisów (Niektórzy mówią Proisów). Skąd wziąłeś nazwisko Gratzki?
 
 
Konfiturek
Zlotowicz
Degustator porzeczek


Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 311
Wysłany: 2016-01-11, 22:31   

Widzę, że mam ogromne zaległości z forum :/ Dwa miesiące temu zostałem wezwany do tablicy i nie odpowiedziałem :oops:
Wszelkie informacje o historii wyspy zaczerpnąłem ze stronki, którą już tu linkowałem. A konkretnie stąd:
Historia Bukowca
_________________

Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
 
 
Waldemar_B
Głodny przygód
czarny charakter



Wiek: 40
Dołączył: 11 Lip 2013
Posty: 227
Skąd: Allenstein
Wysłany: 2016-02-01, 23:02   

A ja z innej beczki (poza potwierdzeniem wcześniejszych ocen relacji) - co to za namiocik? Szukałem jedynki, ale poza modelami pro-K2 nie znalazłem nic "normalnego".
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group. Template GreyBlue v 0.2 created by Nasedo.
Strona wygenerowana w 1 sekundy. Zapytań do SQL: 16